wtorek, 23 sierpnia 2016

.

Niestety będąc na wyjeździe nie miałam dostępu do internetu, jednak jestem już znów w Polsce i mogę wstawiać posty. Przepraszam najmocniej za nieobecność.
Pozdrawiam,
Ferishia

piątek, 5 sierpnia 2016

Chwilowe utrudnienia

W dniach 6-21 sierpnia będę na wakacjach. Do 13 sierpnia na pewno będę miała internet, więc w tym czasie blog będzie funkcjonował normalnie. 

Od 14 sierpnia będę za granicą, więc nie będę mogła za darmo korzystać z internetu wykupionego w Polsce. Hotel, w którym się zatrzymuję, podobno ma darmowe Wi-Fi, jednak nie mogę być tego w stu procentach pewna.
Nawet jeśli nie będę mieć w tym czasie dostępu do internetu, wciąż można wysyłać zgłoszenia i opowiadania. Wstawię je na stronę kiedy tylko wrócę do Polski.

Pozdrawiam, 
Ferishia.


P.S. Jak Wam mijają wakacje? Zwiedziliście jakieś ciekawe miejsca? Piszcie w komentarzach!

Od Anguy - Życie w nowym świecie

Obudziły mnie pierwsze promienie słońca przedzierające się przez gąszcz liści. Wstałam i przeciągnęłam się. Światło padało wprost na mnie. Czułam jego ciepło. Wtedy tuż obok mnie wylądował kruk.
- Witaj mały. – Uśmiechnęłam się do niego, on w odpowiedzi przechylił łepek. Spostrzegłam, że zaszła w nim jakaś zmiana. Z pośród czarnych piórek zaczęło wyzierać śnieżnobiałe pierze. Ciekawe… Jeszcze przez kilka minut oddawałam się czystej przyjemności odpoczynku. Dzień nie zapowiadał się na bardzo ciepły, lecz słoneczny. Na niebie nie dostrzegłam ani jednej chmurki. W sam raz na zwiedzanie. Wyprostowałam grzbiet i rozłożyłam skrzydła. W sumie jeszcze nigdy nie miałam okazji… polatać. Ale to chyba dobra okazja. Tylko jak zacząć? Zatrzepotałam skrzydłami raz, dwa, trzy. Nic się nie stało, może trzeba mocniej? Zaczęłam trzepotać coraz szybciej, z całej siły próbując się wznieść. Poczułam, że moje łapy odrywają się od podłoża. Dziesięć centymetrów, dwadzieścia. Jednak z minuty na minutę coraz bardziej opadałam z sił, chwilę później uderzyłam o ziemię. Otarłam się o jakiś kujący krzak. W łapę wbiło mi się kilka igieł. Ciekawy początek… Otrzepałam się.
- Chyba mi nie idzie. - Szepnęłam sama do siebie, wyciągając igiełki. Nagle usłyszałam czyjś śmiech. Rozejrzałam się. Nikogo nie było. Poczułam się trochę nieswojo, ale i tak przygotowałam się do kolejnej próby pokonania grawitacji, gdy znowu coś usłyszałam.
- Nie. To nie tak.
- Kto to powiedział? – Obrzuciłam wzrokiem otaczający mnie las.
- Ja. – Aż odskoczyłam, przede mną wylądował… kruk.
- Tyyyy móóówisz…? – Zaczęłam się jąkać. Ptak zakrakał i podleciał do mnie i usiadł mi na ramieniu. Wychylił łebek i spojrzał mi w oczy. Nie umiałam oderwać wzroku od tych dwóch czarnych koralików. Przez chwilę zwątpiłam w to, że on naprawdę się odezwał. To pewnie przemęczenie, albo za dużo wrażeń w ostatnim czasie. „To może ci pokazać?” Usłyszałam znowu. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę! Ja tego nie słyszałam, ja czułam ten głos w środku. To było jeszcze bardziej przerażające, lecz to była szansa.
- Dobrze? A więc co mam robić?
„Rozłóż skrzydła. Zacznij machać skrzydłami tak jakbyś chciała stworzyć pod nimi poduszkę z powietrza.”
- Co dalej?
„A teraz wybij się! Skocz! Pamiętaj by cały czas machać skrzydłami!”
Skoczyłam. Czułam się jakbym rzucała się w przepaść, zamknęłam oczy. Czułam, że powietrze robi się coraz zimniejsze, słyszałam szmer powietrza przepływającego między piórami. Gdy wreszcie otworzyłam oczy… Widok zapierał dech w piersiach. Zauważyłam, że coraz częściej zdarza mi się zaniemówić z wrażenia. Pode mną znajdowała się całą kraina poprzecinana siatką rzek. Kolorowa i pełna życia, tak inna od mej rodzimej ziemi. Jednak najbardziej podobało mi się to cudowne uczucie wolności. Zapikowałam w dół wznosząc się do góry tuż przed uderzeniem w drzewa. Każdym włoskiem, każdym piórkiem. Poczułam prawdziwe szczęście. To było cudowne. Wylądowałam lekko tuż przy niewielkim stawie. Wokoło rosło wiele kolorowych roślin, było pięknie jednak czułam, że naprawdę jestem stworzona do latania. Na lądzie mimo całego piękna całe poczucie wolności zniknęło. Podeszłam do wody by się napić i nagle zdałam sobie sprawę, że czuję głód. Od kilku dni nie jadłam nic prócz jagód, które zebrałam, z Feri. Zaczęłam węszyć, wokoło jednak nie wyczułam, żadnej zwierzyny. Podeszłam, więc do wody w nadziei, że znajdę ryby. Tam również nic nie zauważyłam. To był dla mnie zły dzień, jeśli chodzi o jedzenie. Postanowiłam wrócić do lasu i tam poszukać. Nie było to łatwe, krążyłam po wąskich ścieżkach, w końcu postanowiłam polecieć. Z lotu ptaka dużo łatwiej było znaleźć cokolwiek. Nie dość, że dostrzegłam las to również znalazłam niewielkie stadko saren. Szybko poleciałam w ich stronę. Wylądowałam kilkanaście metrów przed nimi i skryłam się za drzewami. Wiatr wiał w moją stronę. Wszystko działało na moją korzyść. Jednak sarny nie zbliżały się. Z oddali usłyszałam tętent ich kopyt, oddalał się, zawróciły. Biegły szybko. Ktoś je atakował. Rzuciłam się w stronę z kąt dochodził dźwięk, spostrzegłam, że ogromny niedźwiedź atakuje młodą samice. Reszta stada znikała już w oddali. Sarnę zapędzono w kozi róg. Nie miała już szans. Ja również straciłam szansę na upolowanie zwierzyny. Nie chciałam również czekać aż „misiu” skończy swój posiłek. Ryzyko, że mnie zaatakuje było zbyt wielkie. Wyczułam, że to samica. W pniu niedaleko dostrzegłam puchatą, brązową kulkę. Widocznie miała młode. A więc dzisiaj również będę musiała zaspokoić głód jagodami.

Murtagh

eredhys.deviantart.com

czwartek, 4 sierpnia 2016

Od Ferishii

(c.d Anguy)
Chciałam odpowiedzieć na pytanie Anguy, moją uwagę przykuł jednak niewielki krzaczek, na którym zebrało się sporo małych ptaków, najpewniej wróbli. Stworzonka zajadały się soczystymi jagodami, od których uginały się gałęzie. 
Zbliżyłam się do rośliny, przerywając ptakom posiłek. W powietrze wzniosła się chmara trzepoczących skrzydeł, która za chwilę znikła w koronach drzew. Przestrzeń wokół nas wypełniła się ćwierkaniem oburzonych wróbli.
- Może masz ochotę na owoce? - Zapytałam. - Nie jestem w nastroju na polowanie. Ptaki je jadły, nie powinny być trujące.
Nabrałam do ust całą kiść słodkich jagód. Przełknęłam je i spojrzałam na towarzyszkę, uśmiechając się przy tym zachęcająco. Dołączyła do uczty. Z dozą niepewności delikatnie chwyciła w zęby pierwszy owoc i powoli go rozgryzła. Po kolejną porcję sięgnęła już znacznie pewniej. Jadłyśmy, aż nasze brzuchy się napełniły.
- Robi się już późno - rzuciłam, oblizując się po skończonym posiłku. - Myślę, że czas się już rozdzielić. Będę gdzieś tam - ruchem głowy wskazałam zespół drzew o szerokich, wydrążonych pniach, w których można zrobić sobie tymczasową norę.
- Ach, to... Do zobaczenia! Było mi miło ciebie poznać - powiedziała Angua.
- Mi ciebie również. Do zobaczenia.
Uśmiechnęłam się na pożegnanie, po czym zniknęłam w gąszczu roślin.

Rizkynn

Blóóóóuuuu, jak mogłaś?!!! Napisz opko, to wracasz do bloga cx




blue-wolf2000.deviantart.com

Od Anguy

(c.d Ferishii)

- Zostałyśmy wciągnięte do jakiegoś dziwnego świata. Nie wiemy gdzie jesteśmy, a co najgorsze, dlaczego… - Westchnęłam cicho. – W dodatku stało się kilka dość niezwykłych rzeczy. - Spojrzałam na skrzydła i zatrzepotałam parę razy.
– I nie mamy chyba opcji powrotu… - Szepnęła cicho wadera. Wstała i spojrzała w niebo. Zaczęłam grzebać łapą w ziemi. ”A może to dobrze”.
- Musimy dowiedzieć się czegoś więcej, nie wiem… pozwiedzać, poszukać roślin, zwierząt. Najwyraźniej nie ma tu ludzi. – Stwierdziłam rozglądając się. Nigdzie nie było ich dziwacznych przedmiotów, budowli, ani nie wyczuwałam ich wstrętnego zapachu. Poczułam jak rośnie we mnie ciekawość. To miejsce jest jak otwarta, drogocenna księga. Nowe i nieodkryte. Daje przecież wiele możliwości! – Co ty na to? Idziemy? - Uśmiechnęłam się. Ferishia odwzajemniła uśmiech.
- No dobrze. To chodźmy w tę stronę. – Wskazała łapą wejście do lasu. Ja jedynie skinęłam głową, ruszyłyśmy. To było niesamowite. Ze wszystkich stron otaczały nas wysokie drzewa o pniach pokrytych mchem. Z rozłożystych konarów zwisały ogromne kielichy kwiatów. Ziemię porastał kolorowy kobierzec. Jeszcze nigdy nie widziałam takich roślin. Niektóre kwiaty wyglądały niczym gąbki z dna morskiego, inne jak odzwierciedlenia znanych mi zwierząt. Wszystko to było … magiczne. Światło wlewało się do owej dżungli jedynie przez parę szparek. W powietrzu unosiło się mnóstwo owadów i pyłków kwiatowych, wyglądało to niemalże jak unoszący się wokoło nas brokat. 
- Ale tu pięknie .- Usłyszałam gdzieś z oddali głos wadery. Tuż nad nami przeleciało kilka kolorowych ptaków. Błękitne pióro spadło prosto pod moje łapy. 
- Ciekawe czy żyją tu inne drapieżniki. – Pamiętałam aż za dobrze ostatnie spotkanie z niedźwiedziem a w dodatku zwierzęta tu żyjące są najprawdopodobniej magiczne.
- Nie wiem, na pewno coś jest.
- Mam nadzieje, że jest tu dużo zwierzyny, bo jestem głodna.-Stwierdziłam czując, że ssie mnie w żołądku. – Poszukajmy czegoś?

Od Ferishii

(c.d Anguy)

Zawahałam się chwilę nad odpowiedzią. W sumie nie chciałam dzielić się wspomnieniami ostatnich dni z kimś obcym. Angua opowiedziała mi jednak swoją historię, więc powinnam odwdzięczyć się tym samym.
 - Byłam w więzieniu - stwierdziłam krótko. - Ludzkim. Robili na mnie jakieś...  eksperymenty. Nie wiem czemu. Chciałam stamtąd uciec, i pewnego dnia mi się to udało. To znaczy... właściwie nie wiem, czy to mi się udało. To było trochę tak, jakbym została opętana - zwiesiłam głowę. - Cięłam, szarpałam, miażdżyłam, zabijałam, a co najgorsze, sprawiało mi to przyjemność. No i uciekłam. A teraz jestem tutaj. I słyszę głosy, które nakazują mi założyć watahę. W sumie sama nie wiem, co mam o tym myśleć, i czy ich słuchać.
Westchnęłam i opadłam gładko na trawę. Kropelki rosy zwilżały mi futro. Wsłuchiwałam się w śpiew ptaków, czekając na jakąś reakcję ze strony rozmówczyni.

(An?)