niedziela, 3 września 2017

Od Shadow


Laguna wciąż turlała się ze śmiechu, nie mogąc się opanować. Byłam świadoma, że to moja reakcja ją tak rozśmieszyła. Usiadłam tyłem, udając wielce obrażoną, w sumie byłam trochę zdenerwowana.
- No dobra... - Postawiłam uszy, słysząc w pełni poważny głos wadery - Przeprasz... - i znowu niekontrolowany wybuch śmiechu. Warknęłam cicho i zaklęłam w myślach, ten śmiech już mnie denerwował. Spuściłam wzrok na moją łapę, na której przed chwilą był jakiś dziwny twór natury. Laguna podeszła do mnie i przysiadła się. Obie wpatrzyłyśmy się w jezioro, otaczała nas wszechobecna cisza. Pogoda zaczęła się psuć i zachmurzyło się trochę, przez co miało się wrażenie, że jest wieczór. 
- Dlaczego boisz się... Wody? - powiedziała cicho, by nie zakłócić kojącej ciszy.
- Ech... Sama nie wiem? - lekko się uśmiechnęłam. - Nie wiadomo, co w niej jest... - Spojrzałam na Lagunę - Przecież jeszcze dzisiaj gonił cię ogromny rekin...
- Prawda... - zamilkła na chwilę - Ale wiesz, jak małe szanse na to były? 
- Nie interesują mnie "szanse"... Zawsze ten jeden procent może zdecydować o moim życiu... - Odparłam, lekko zdezorientowana ostatnią wypowiedzią wadery.
Zapadło milczenie, żadna z nas nie wiedziała co powiedzieć, a ja nie miałam nic do dodania.
- Kropi...? - usłyszałam jak Laguna szepcze do siebie i wystawia łapę, w oczekiwaniu na deszcz.
- Dla mnie nic nowego... - odpowiedziałam ze zniechęceniem, deszcz mi nie przeszkadzał, ale ostatnio tylko to mi się przytrafiało.
- Dla mnie też nie, ale nie chcę, żeby dopadła nas ulewa. - dodała moja towarzyszka i wstała.
Deszcz zaczął padać coraz bardziej, Laguna schowała się pod drzewem. Zostałam na swoim miejscu i oglądałam jezioro. Zerwał się silniejszy wiatr, spodziewałam się za chwilę pierwszych błysków i grzmotów. Biała wadera zawołała mnie do siebie, niechętnie wstałam i podeszłam do niej. Moje futro było już przemoczone, ale wciąż nie odczuwałam aż tak wielkiego chłodu. 
- Chyba nie masz zamiaru tutaj moknąć? - Spytała, w jej głosie słychać było nutkę zmartwienia.
- Czasami lubię posiedzieć chwilę w takim klimacie. - Odparłam szybko i przeniosłam na nią swój wzrok.
- Chciałaś sobie "bezpiecznie" popływać, nie?
- Chciałam... Masz jakiś plan? - Zaczynałam się zastanawiać, do czego prowadzi ta cała dyskusja.
- Oczywiście, że tak. - Stwierdziła szybko. - Mam bardzo spoko jaskinię, myślę, że Ci się spodoba.
- Okej, mogę na nią zerknąć. - Uśmiechnęłam się lekko.
- Wyobrażasz sobie ją jakoś? Jestem ciekawa. - Zaśmiała się. Zapewne będzie to coś z wodą.
- Hm... Coś z wodą, zgaduję ? - roześmiałam się i otrzepałam mokre futro.

***

Nasz dialog dobiegł końca, Laguna zadecydowała, że pójdziemy teraz do jej jaskini. Wstałam i podążyłam za waderą. Wiatr wciąż wiał, wyginając niebezpiecznie drzewa, o dziwo burza nie przyszła. Uspokoiłam się trochę, bo nie miałam zamiaru moknąć bardziej, o ile tak się da. Futro Laguny było krótkie i na pewno nie chroniło tak dobrze przed wiatrem czy deszczem. Zauważyłam, że zadrżała z zimna, nie zazdrościłam jej w tym momencie. 
Podróż była męcząca, marzyłam tylko o ciepłym posiłku i śnie. Chociaż sen nie wydawał się dobrym wyborem, bo koszmary ostatnio wróciły ze zdwojoną siłą.

***

Dotarłyśmy do jakiejś dziury. Spojrzałam zdziwiona na Lagunę i przeniosłam wzrok z powrotem na wgłębienie.
- To tutaj. 
- Co? - Spytałam zdziwiona. - Ta dziura to ma być twój dom?
- Nie ta dziura... To co? Wskakujem ? - Zapytała z ekscytacją w głosie.
- Że co?! - zapytałam zdziwiona, nie odpowiedziała. Wskoczyła z uśmiechem do dziury i zjechała w dół. Naprawdę nie ma innego wejścia do jej domu? Zastanawiałam się, nie wiedząc, co zrobić.
- Ja też mam zjechać? - zapytałam, po krótkiej chwili wahania. 
- A jak myślisz? - po chwili usłyszałam odpowiedź białej wadery. 
- No dobra... - odparłam i wskoczyłam do dziury. Krzyknęłam z lekkim przerażeniem w głosie, i roześmiałam się. Ten zjazd był naprawdę super! Nie przeszkadzała mi prędkość zjazdu, wręcz była idealna. Szkoda, że zaczęłam zwalniać.
- Eeech, czemu to zwalnia...? - zapytałam samej siebie, lekko podłamanym głosem. Wpadłam na pewien pomysł. Odepchnęłam się łapami i przyspieszyłam, zauważyłam że zjazd dobiega końca. Wypadłam ze zjazdu i przeturlałam się kawałek, wciąż się zaśmiewając. Otworzyłam oczy, które zamknęłam podczas "lotu". Zauważyłam, że Laguna spogląda na mnie ze zdziwieniem.
- Świetny ten twój zjazd! - roześmiałam się, i obróciłam na plecy.
- Nie wyhamowało cię? - Zapytała zdziwiona wilczyca
- Hamowało, ale zaczęłam się odpychać! - znowu się roześmiałam. 
- Nie sądzisz, że mogło ci się coś stać? - zapytała, spoglądając na mnie ze zmartwieniem. Pokręciłam głową i wstałam z ziemi. Jak ja dawno śmiałam się tak szczerze...

***

- Too... gdzie teraz? - zapytałam, Laguna wskazała głową w długi korytarz. Podążyłam za nią. Była trochę bardziej z przodu. Szłam wolno, by móc rozejrzeć się wokoło. Jaskinia Laguny robiła wrażenie, zauważyłam jakieś przejście. Zatrzymałam się i obejrzałam je uważnie.
- Wiedziałaś o tym? - zapytałam. Biała wilczyca spojrzała na mnie i pokręciła głową, podeszła do mnie i oceniła je zdziwionym wzrokiem. 
- Wejdziemy? - tym razem Laguna zapytała, skinęłam głową i przepuściłam ją. To przecież jej dom, nie mój. Usłyszałam, jak mnie woła, weszłam spokojnie za nią i zamiast znaleźć grunt pod łapami, znalazłam pustkę. Poleciałam w dół, uderzając płasko w wodę. Moja głowa zanurzyła się wraz z resztą ciała, zaczęłam panikować, bo woda dostała się do moich ust. Zacisnęłam oczy i przygotowałam się na spełnienie najgorszego koszmaru. Wreszcie wynurzyłam się z wody w panice i z błogą radością wciągnęłam powietrze. 
- Spokojnie... - usłyszałam zdenerwowany głos Laguny. - nie panikuj tak w wodzie, prędzej się utopisz. - mruknęła jeszcze coś pod nosem. 
- Zanurz się teraz. - powiedziała, spojrzałam na nią z wściekłością, omal się nie utopiłam a teraz mam się zanurzyć? 
- No chyba nie. - odparowałam wściekle, Laguna rzuciła mi tylko znudzone spojrzenie. 
- Nic Ci się nie stanie. - marne pocieszenie, nawet jak na Lagunę. Zdecydowałam się jednak jej zaufać i zanurzyłam niepewnie głowę. Mogłam oddychać w miarę normalnie, wzroku nie mąciła mi woda... Wynurzyłam się szybko i spojrzałam na białą wilczycę, na której pysku był teraz uśmiech.
- No i co? Zjadło? - zapytała i roześmiała się. Również się zaśmiałam, bo jednak śmiesznie to zabrzmiało. Czułam się lepiej, mając świadomość, że nie mogę utonąć, chociaż znając moje szczęście byłabym do tego zdolna. Zanurzyłam się ponownie i rozejrzałam wokoło. Pod wodą... było ładnie, bardzo ładnie. Rzuciło mi się w oczy jednak... stworzenie, które wyróżniało się od tego wszystkiego. Wyglądało jak wąż, tylko za duży. Gardło zacisnęło mi się ze strachu, wynurzyłam się z paniką. Laguna spojrzała na mnie, a potem na brzeg.
- Wąż. Tam... woda! - plątałam się w tym co mówię, nie wiedziałam jak jej to przekazać, ale chyba zrozumiała to, co mówię.

Od Kalego - Prawie najważniejszy moment w życiu

Poczułem, że to ten dzień. Wstałem przed świtem, a nawet przed Abigail. Zacząłem się przygotowywać. Stanąłem przed lustrem i przyglądnąłem się sobie, zadając sobie pytanie: "Czy ja się jej tak spodobam...", a na nie zawsze odpowiedź brzmiała "nie, to za mało..." Czesałem się na wiele różnych sposobów, ale żaden nie był wystarczający. Zastanawiając się, co jeszcze mogę zrobić, wziąłem odświeżający prysznic. Wyszedłem jeszcze mokry w ręczniku i stanąłem kolejny raz przed lustrem. Po chwili zauważyłem w nim odbicie Abigail.
- No no.. Gdzie się tak szykujesz, braciszku ? Wstałeś nawet przede mną... - Stanęła obok mnie, kładąc łapy na moich barkach.
- No wiesz...
- Abra...? - Nie pozwoliła mi dokończyć. Powiedziała to z wielką radością i wydawało mi się, że miała łzy w oczach.
- Taaak... - Uśmiechnąłem się szeroko. Ona mocno mnie przytuliła. - Chciałbym, żebyś mi pomogła.
- Pewnie, a w czym? - Zapytała podejrzliwie. Wytłumaczyłem, że nie wiem, jak powinienem wyglądać.
- Nie szykuj się przesadnie... To będzie takie sztuczne! - Ochrzaniła mnie.
- No to co mam zrobić ? - Zapytałem oburzony.
- Być sobą... Uczesać się tak jak zawsze, być wyluzowanym...
- Dzięki. - Przerwałem jej.
- A co planujesz zrobić?
- Chciałem wyznać jej miłość w jakiś niezwykły sposób... Ale nie mam pomysłu. - Powiedziałem załamany.
- Trzeba nad tym pomyśleć... Chodź, usiądźmy. - Zaprowadziła mnie na legowisko.

***

Długi czas naradzaliśmy się i zapisywaliśmy najlepsze pomysły... Jednak każdy pomysł, wydawał się genialny, więc była ich cała masa. Po południu udało nam się wybrać trzy różne pomysły. Pierwszy mówił, żebym zaprosił Ją do siebie. Miał to być normalny gest. Nic wielkiego, ale wiadomość, którą miałem Jej przekazać, miała ją niezwykle zaskoczyć i uszczęśliwić (miejmy nadzieję...). W kolejnym mowa była o spacerze przy zachodzie słońca, ale nie byłem tym bardzo zachwycony... Za to Abigail uważała, że to będzie genialne. Ostatni pomysł najbardziej mi się podobał. Miałem pójść o zmroku przed Jej jaskinię i zaśpiewać dla Niej piosenkę, opisującą Naszą historię. Jednak najpierw musiałbym ją napisać, a to penie długo by potrwało...
- No więc co wybierasz ? - Zapytała znudzona Abi.
- Chyba to ze śpiewaniem. Abrze podobał się mój głos ostatnim razem... - Zamyśliłem się.
- Okej.. Więc teraz musimy wymyślić tekst piosenki. Pomyśl o niej i napisz to, co uważasz... - Odparła poważnie Abigail.
- Mam nadzieję, że szybko mi to pójdzie... - Wzdychnąłem. - Wiesz może, czy Abra rozumie Angielski?
- Tak... Zna go doskonale.

***

Pisanie piosenki nigdy nie było dla mnie proste, a zwłaszcza, gdy musiała być idealna. Nie mogłem sobie pozwolić nawet na jeden, mały błąd. Tekst musiał mieć sens... Muzyka musiała być romantyczna, a do tego piosenka miała opowiadać o nas. Ciężkie zadanie.
Ale w końcu się udało. Po kilku godzinach pracy, mogłem spróbować już zaśpiewać... Abigail była w szoku i bardzo podobało się jej to, co wymyśliłem.
- Myślisz, że jestem już gotowy? - Spytałem z nadzieją.
- Myślę, że powinieneś jeszcze trochę poćwiczyć. Nie chcesz przecież zaniemówić ze stresu, co ? - Popatrzyła na mnie.
- Ech... - Włączyłem muzykę od początku.
Jeszcze godzinę śpiewałem. Mój głos zmęczył się już i bałem się, że złapie mnie chrypa. Abigail zrobiła mi jakiś specjalny wywar... Oczywiście nie był zbyt dobry...
- Heeeej... - Usłyszałem znajomy głos.
- Abra ?! - Odwróciłem się, żeby sprawdzić.
- No, a co... ? - Widocznie coś podejrzewała.
- Nic nic... - Odparłem zestresowany.
- Co pijesz ? - Zapytała podejrzliwie.
- *Sztuczny kaszel* Wiesz... Chyba się przeziębiłem... - Skłamałem. - Abigail zrobiła mi wywar na gardło.
- Aha... No to nie przeszkadzam. Zdrowiej! - Uśmiechnęła się i wyszła. Abigail stanęła na progu jaskini i rozejrzała się.
- Poszła już ? - Spytałem szeptem.
- Cicho! Jeszcze nie... - Powiedziała wściekle. - Okej, już. - Dodała po chwili.
- Uff... - Odetchnąłem z ulgą. - Blisko, co ?
- Musisz popracować nad grą aktorską... Koniecznie. - Spojrzała na mnie jak na głupka.
Przekąsiłem coś jeszcze i zacząłem odpoczywać. Abi oczywiście dała mi coś na uspokojenie... Nie byłaby sobą, gdyby nie dała. Czekaliśmy razem, aż zapadnie zmrok. Niestety w pewnym momencie do nory przyszedł Kah'stan, który chciał zabrać ze sobą moją siostrę. Abi miała widoczne wyrzuty sumienia, że mnie zostawia w takim momencie, ale i tak wyszła z Kastem...

***

W końcu zapadł zmrok. Wziąłem sprzęt i tekst, gdybym zapomniał, i wyszedłem z jaskini. Serce biło mi jak szalone, ale ruszyłem przed siebie. Zobaczyłem w oddali jej jaskinię. Podszedłem bliżej i zacząłem. Stwierdziłem, że nie ma na co czekać...


(Powyżej piosenka, którą zaśpiewał Kali)
W trakcie zobaczyłem już wychodzącą z ciemności Abrę. Stanęła w progu swojej jaskini. Nie wiedziała chyba dokładnie, co się dzieje. W jej oczach błyszczały łzy, a łapy lekko drżały. Skończyłem już piosenkę. Moja miłość podbiegła w końcu do mnie i mocno mnie przytuliła.
- Kocham cię. - Szepnąłem.
- Ja ciebie też. - Powiedziała szczęśliwym i trochę zapłakanym głosem. Po chwili odsunęła głowę, żeby móc popatrzeć mi w oczy. Wtedy ją pocałowałem... Usłyszeliśmy głośne wycie wilków dookoła. Tyle osób Nas obserwowało...

sobota, 2 września 2017

Od Shadow


Zachód był jak zwykle cudowny. Yin wstał i pociągnął mnie za sobą. Wstałam niechętnie i zrównałam się z basiorem. 
- To... Gdzie idziemy? - zapytałam, równocześnie omijając gałąź. Zastanawiało mnie, gdzie kolorowy basior mnie prowadził, nie byłam tu jeszcze. Wilk zatrzymał się przed wejściem do nieznanej mi jaskini, spojrzałam z niepokojem do środka. Nic nie było widać, tylko wszechobecna ciemność. Poczułam się niepewnie, bo nie znałam jeszcze wszystkich zakamarków tej krainy.
- To tu. - powiedział i pociągnął mnie za łapę, zmuszając do wejścia do środka. Każdy nasz krok rozbrzmiewał echem wokoło. Im głębiej się znajdowaliśmy, tym było ciemniej, miałam wrażenie, że nasza wędrówka nie ma końca. Wreszcie na pysku Yin'a zawitał uśmiech i wilk puścił się biegiem, nie pozostałam mu dłużna i szybko się z nim zrównałam. Światło wypełniało radośnie to pomieszczenie, nie było w nim nic prócz skrzyni na samym środku. 
Yin rzucił w moją stronę fiolkę z napisem "wilk - człowiek". Spojrzałam na nią z niepokojem, płyn w środku mienił się na niebiesko. 
- No to pijemy! - zakrzyknął Yin. Rzuciłam mu zaniepokojone spojrzenie, chciałam zaprotestować, ale on już odkorkował swoją porcję. Niechętnie zrobiłam to samo i pospiesznie wypiłam swoją miksturę. Smakowała... znajomo, ale nie mogłam sobie skojarzyć, skąd znam ten smak. Pociemniało mi przed oczami, nie widziałam prawie nic. Poczułam, jakbym się przemieniała. Gdy tylko odzyskałam wzrok, zauważyłam że jestem wyższa. Yin uśmiechał się szelmowsko i opierał o ścianę jaskini.
- Co jest do cholery?! - krzyknęłam spanikowana, gdyż Yin... to nie był Yin. Na jego miejscu stał wysportowany chłopak o błękitnych oczach. Włosy były kolorowe. Spojrzałam na siebie i omal nie zemdlałam, zamiast mojej normalnej postaci, ujrzałam postać ludzką.
- Hej, bez paniki. - uspokoił mnie chłopak, chwytając za ramiona. - to nie trwa długo. - zaśmiałam się nerwowo, nie wiedząc jak zareagować. Odgarnął moje włosy i uśmiechnął się, uniosłam lekko kąciki ust. Spojrzałam na swoje nadgarstki. Rysowały się na nich blizny i kilka niedawno zagojonych ran. Zagryzłam wargę, wolałabym ich nie widzieć w takim momencie.
Poprawiłam włosy, zdziwiło mnie, że są rozpuszczone, ich kolor był podobny do mojego futra. Gdy padało na nie światło, miały podobny kolor do zboża o zachodzie. 
Zapytałam chłopaka, jak długo to jeszcze potrwa, Yin wzruszył tylko ramionami i uśmiechnął się szelmowsko, rzuciłam mu mordercze spojrzenie. Wiedział, że tak zareaguję?
Zamilkłam i zaczekałam, aż się odezwie. Ja mam czas, chociaż wolę moją wilczą postać. Uważnie oglądałam moje blizny, z niektórych byłam dumna, z innych wręcz przeciwnie - chciałam, aby zniknęły. Poczułam ścisk w gardle, gdy zauważyłam z jakim spokojem basior... chłopak przyjął wiadomość o byciu człowiekiem. Przyglądałam mu się uważnie, teraz zauważyłam, że nie ma on skrzydeł... 

Od Yin'a - Kwiat Lotosu cz. 3


Ruszyli więc kierując się na północny wschód, gdzie zaczął padać rzęsisty deszcz. Skrzydła skrzydlatego ledwo unosiły się w tym deszczu. Lało dobrą godzinę, ale mimo to i tak lecieli dalej. Przez kolejne osiem minut oczy powoli otwierał Barbaro. Toxic wyraźnie, mimo że był cieniem, był zmęczony lataniem z potężnym na plecach.
- Odpocznijmy może trochę. - zaproponował cień. Basior jednak go zlekceważył. Lecieli bez ani jednej mapy, ponieważ nie były zdatne do odczytania. Kolejna godzina stawała się nie do zniesienia. Skrzydlaty obniżył nieco swój lot i zaczął się rozglądać. Nie wiedział, gdzie są, jaką drogą mają zawrócić. Musiał odnaleźć swojego przyjaciela. Wskazał Toxicowi przemoczoną łapą na jakąś jaskinię, a ten posłusznie oddalił się z potężnym na plecach do niej, zostawiając skrzydlatego w tyle. Yin wyraźnie był zmęczony tą podróżą, jednak sam nie podążył za śladem cienia. Wylądował na kamieniach, kiedy uderzył piorun. Tak jak wtedy.
- Muszę coś upolować dla tego no... Jak mu tam... - mruknął sam do siebie i ruszył. Liczył dokładnie każdy krok, aby nie zgubił się sam w gąszczu. Zapadał zmrok, a wilk wciąż nic nie upolował. 

~~~

Minęło kilka minut, było już ciemno. 
- Zajebiście, teraz się już zgubiłem. - warknął. Usłyszał szelest, który na początku zignorował. Stanął, próbując podpatrzeć, co się poruszyło, wydając owy dźwięk. Piękny, pokaźnych rozmiarów jeleń stał wprost na celowniku skrzydlatego. Poczekał chwilę, aż zaciekawione zwierzę podeszło bliżej. Przyczaił się, a wręcz położył się na ziemi aby go rogaty nie zauważył. 
Rzucił się na zwierzę, które w trybie natychmiastowym zaczęło uciekać. Skrzydlaty nie miał szans dogonić go w locie, więc za nim pobiegł. Niby taki pryszcz go dogonić. Pech chciał jednak, by Yin zranił się niefortunnie w łapę, uniemożliwiając mu dalszą gonitwę za rogatym. Wzbił się nisko w powietrze i powrócił do swoich towarzyszy.

~~~

Cień opatrzył ranę skrzydlatego, gdy potężny sam poszedł na polowanie. Wrócił jakieś dwadzieścia minut później z tym samym jeleniem, którego próbował dogonić skrzydlaty. 
- Stój. - rozkazał ów szef do lwa, który natychmiast zatrzymał się. Yin wziął głębokie naczynie. - Jak cała krew spłynie, możesz go przyrządzić. - powiedział obojętnie. Krew białego jelenia była cenną zdobyczą.

Kiedy wszystka krew płynęła do trzech misek (tak, trzech, bo jedna była za mała), Toxic wlał do ośmiu mniejszych buteleczek ze sznurkiem tę samą krew, a potężny rozpalił ogień. Skrzydlaty zasnął kamiennym snem. 

(Sen)

Rok 2048. Skrzydlaty był człowiekiem. 
Wstał ospale i ziewnął. Ubrał się, wziął telefon oraz portfel i ruszył na miasto. Po drodze szturchnął kilka osób, nie robiąc sobie z tego byle problemu. Założył słuchawki na uszy i podszedł do drapacza chmur. Spojrzał nieco w górę i ruszył ku wejściu do wieżowca. Wyłączył muzykę i schował słuchawki, którymi owinął wyciszony telefon. 
- Pokój na trzy dni. - rzucił do recepcjonisty, wyjmując banknot. 
- Proszę, oto twój kluczyk Akky. - powiedział, dając mu kluczyk do pokoju numer dwieście dwadzieścia dziewięć. Akky (Yin, więcej mówić już nie będę!) był tu widziany z młodymi dziewczynami na noc, a sam cieszył się złą sławą wśród ludzi. Poszedł na ósme piętro, skręcił w lewo, potem w prawo i stanął naprzeciwko drzwi z napisem "Pokój 229". Przekręcił cicho kluczyk, wyjął go i wszedł do środka. Rozejrzał się chwilę i położył się na łóżku. Po chwili jednak wstał, zamknął drzwi i wyszedł z budynku. Swoje kroki postawił w stronę sexshopu. Wszedł do środka, a po chwili wyszedł z dużą, przepełnioną torbą i wrócił do swojego pokoju. Rzucił ją na łóżko i rozłożył rzeczy na łóżku.
- Kajdanki, knebel, bat są. - mruknął do siebie. W jego szarych oczach pojawił się przebłysk tego, co chciał teraz zrobić. Musiał poczekać jeszcze kilka godzin. - Muszę zadzwonić do Shante, żeby dzisiaj przyszła. - ponownie mruknął, po czym wyciągnął telefon i zamiast do niej dzwonić, napisał jej o której ma przyjść. Usiadł na łóżku i zaśmiał się, bawiąc się palcami.

(Koniec snu)

Yin obudził się w dość dobrym nastroju i ruszył w kierunku potężnego, który siedział oczekując go...

piątek, 1 września 2017

Od Laguny - Zaprezentowanie jaskini


Poszłyśmy na brzeg jeziora, by wadera mogła zaczerpnąć wody. Następnie niepewnie zanurzyła się. Poszła tak daleko, że jej głowa wpadła pod taflę wody. Ona od razu wycofała się gwałtownie o kilka kroków, stając na piasku. Nagle zaczęła skakać, trzepać łapą i panikować. Zauważyłam, że w jej łapę wplątane są glony... I chyba wodorosty. W końcu udało jej się wyrzucić roślinę z powrotem do jeziora i uspokoiła się. Patrzyła tylko na swoją łapę z bezcenną miną, przez którą nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Wilczyca odwróciła się do mnie i spojrzała z morderczym wzrokiem. Ja dalej turlałam się ze śmiechu. Dawno nie miałam już takiej zabawy... Niestety ona nie była tym zachwycona i odwróciła się do mnie tyłem obrażona. Ja postarałam się spoważnieć, uspokoić się i tak dalej ale... Coś mi nie wychodziło.
- No dobra... - Powiedziałam w pełni poważnie. - Przeprasz... - I znowu wybuchnęłam śmiechem. Wadera westchnęła i usiadła. Czekała na wiarygodne przeprosiny. Podeszłam do niej i usiadłam obok. Wpatrzyłyśmy się w jezioro. Otaczała nas cisza. Pogoda się trochę popsuła i zachmurzyło się, przez co wydawało się, że jest już wieczór.
- Dlaczego boisz się... Wody? - Powiedziałam cicho, by nie zakłócać ciszy.
- Ech... Sama nie wiem? - Uśmiechnęłam się przez moment. - Nie wiadomo, co w niej jest... - Spojrzała na mnie. - Przecież jeszcze dzisiaj gonił cię ogromny rekin...
- Prawda... - Zastanowiłam się. - Ale wiesz, jak małe szanse na to były? - Spróbowałam ją przekonać.
- Nie interesują mnie "szanse"... Zawsze ten jeden procent może zdecydować o moim życiu... - Powiedziała lekko zdezorientowana.
Milczałyśmy przez chwilę. Nie wiedziałam, co jej odpowiedzieć. Morgum również nie miała nic do dodania...
- Kropi...? - Szepnęłam do siebie. Wystawiłam przed siebie łapę i czekałam, aż jakaś kropla na nią spadnie.
- Dla mnie nic nowego... - Odparła ze zniechęceniem wadera.
- Dla mnie też nie, ale nie chcę, żeby dopadła nas ulewa. - Dopowiedziałam, po czym nastąpiła kolejna chwila ciszy.
Deszcz padał coraz bardziej. Schowałam się pod drzewem, ale wadera dalej siedziała na swoim miejscu. Zerwał się silniejszy wiatr, a ja przestraszyłam się, że dopadnie nas burza. Zawołałam więc do siebie Morgum, żeby zachęcić ją do schowania się gdzieś w bezpieczniejszym miejscu. Podeszła do mnie. Byłą już cała mokra, ale jej futro wyglądało na bardzo ciepłe i nie przepuszczające wody.
- Chyba nie masz zamiaru tutaj moknąć? - Spytałam.
- Czasami lubię posiedzieć chwilę w takim klimacie. - Wytłumaczyła.
- Chciałaś sobie "bezpiecznie" popływać, nie ?
- Chciałam... Masz jakiś plan ? - Wyczuła moje zamiary.
- Oczywiście, że tak. - Stwierdziłam. - Mam bardzo spoko jaskinię, myślę, że Ci się spodoba.
- Okej, mogę na nią zerknąć. - Uśmiechnęła się.
- Wyobrażasz sobie ją jakoś? Jestem ciekawa. - Zaśmiałam się.
- Hm... Coś z wodą, zgaduję ? - Również się zaśmiała.

***

Nasz dialog trwał jeszcze chwilę, a potem poprowadziłam moją towarzyszkę do mojej nory. Wiatr dalej wiał i droga była męcząca, ale burza na szczęście nie przyszła. Drzewa wyginały się na wszystkie strony, a moje futro przewiewał wicher. Było mi dość zimno... W takich momentach zazdroszczę tych grubych, super puszystych i cieplutkich futer.

***

Doszłyśmy w końcu do mojej nory. Stanęłam nad dziurą w ziemi i spojrzałam na waderę.
- To tutaj.
- Co ? - Spytała zdziwiona. - Ta dziura to ma być twój dom?
- Nie ta dziura... To co ? Wskakujemy ? - Zapytałam podekscytowana.
- Że co?! - Przyglądnęła się mi zaskoczona. Ja po jej słowach od razu wskoczyłam w norę i zjechałam. Do mojej jaskini prowadzi tylko to wejście. Jest to tunel, który służy jako zjeżdżalnia. Posypany suchym piaskiem, prosto znad oceanu doprowadza do na prawdę dużej szybkości. Niestety, zjazd trwa tylko kilka sekund...
Po przejechaniu szybkiej części trasy, tunel kończy się dość ostrym zakrętem, który lekko hamuje. Potem ląduje się w korytarzu, który prowadzi do (wspomnianej już) wyspy otoczonej wodą...
- Ja też mam zjechać?! - Usłyszałam głośne echo w tunelu.
- A jak myślisz?! - odkrzyknęłam.
- No dobra... - Odpowiedziała niepewnie, po czym usłyszałam głośny trzask. Musiała wskoczyć do dziury.
- Wooow! - Znowu krzyknęła z lekkim przerażeniem w głosie, po czym zaczęła głośno się śmiać.
Ja wyszłam już ze zjeżdżalni i czekałam spokojnie przed dziurą. Zanim Morgum zjechała, zdążyłam się już otrzepać z piasku.
- Eeech czemu to zwalnia... ? - W końcu usłyszałam załamany głos z tunelu. Po chwili wadera wypadła ze zjeżdżalni rozpędzona, aż do takiego stopnia, że przeturlała się kawałek.
- Świetny ten twój zjazd ! - Zaśmiała się.
- Nie wyhamowało cię ? - Zapytałam zdziwiona.
- Hamowało, ale zaczęłam się odpychać ! - Roześmiała się znowu.
- Nie sądzisz, że mogło ci się coś stać ? - Zapytałam, patrząc na leżącą na ziemi wilczycę.

Od Yin'a - Kwiat Lotosu cz. 2


Młody i żywiołowy basior wyruszył o wczesnym świcie w poszukiwaniu schyłku góry, której nawet nie znał nazwy. Mimo to zaczął lecieć w tą i z powrotem w poszukiwaniu swojego przyjaciela. Wiedział, że właśnie tego chce. 

Było południe, słońce przygrzewało mocniej niż dwie godziny temu. Basior z trudem oddychał, więc postanowił odpocząć trochę. Wylądował łagodnie i od niechcenia zapolował na kreta i mysz. Usadowił się wygodnie i zaczął spożywać. Myszy nie musiał nawet rozdzielać, choć jej ogon miał gorzki posmak, więc skrzywił się nieco. Kolej przyszła i na truchło kreta. Mięso gumowate, więc rozważył jego wyplucie, lecz tego nie zrobił. 
Po skończonym posiłku powoli przygotowywał się do kolejnego lotu. Zahaczył jeszcze o strumyk, ponieważ zabrakło mu wody. Napełnił zamykany dzban wodą i rozejrzał się dookoła. Jego oczy zatrzymały się na dziwnym lwie, który również dojrzał basiora. Wystarczyło tylko mu parę kroków by stanąć przed o wiele mniejszym wilkiem. Ten schował dzban do torby i zrobił krok w tył.

Tu zdjęcie lwa, którego napotkał Yin:
Ancestral Lion by Dragolisco

- Nigdzie nie idziesz. - wyryczał potężny lew, po czym zatrząsnął swoją okazałą grzywą. - Kimże jesteś? - spytał tonem dosyć poważnym. Yin stał patrząc w dal. Potężny samiec odrzucił go łapą na bok z łatwością. Basior nie uniknął zderzenia z ziemią. - MÓW! - zaryczał zdenerwowany. Yin wstał jednak i nie odpowiedział na pytanie. Jedynie prychnął ot, tak. Lew powoli tracił cierpliwość. Nie spodziewał się, że wilk go zaatakuje z taką siłą, że przygniótł go do kamiennej ściany, która znajdowała się po drugiej stronie szerokiego strumyku.
- Zamknij mordę. - oczy Yin'a przenikały złością. - To ja tu zadaję pytania i to JA mam prawo ciebie zabić. - warknął.
- A więc pytaj. - zebrał się na odwagę Król Lew.
- Ty przedstawisz się mi, ja przedstawię się tobie. 
Lew przełknął ślinę i posłuchał na pozór słabszego zwierzęcia.
- Barbaro. Król tej krainy. Barbaro... - jęknął, ponieważ skrzydlaty przycisnął go mocniej.
- Dobrze. A więc Yin. Nie mów do mnie inaczej, nie podskakuj, bo inaczej zginiesz. - ponownie warknął. 
- Mogę zadać choć jedno pytanie? - spytał niepewnie Barbaro. Yin spojrzał na swoje pazury jak dama, która patrzyła, czy czasem nie odleciał jej lakier czy coś. - J... 
Nie pozwolił mu dokończyć.
- Pokaż mi, co umiesz z magii. - powiedział spokojnym tonem skrzydlaty. Barbaro pokazał to, co umiał najlepiej. - No dobrze... - westchnął wilk. Odszedł kilka kroków, a Barbaro chciał wykorzystać ten moment... Niestety bez skutku. Cienie uniosły potężne zwierzę w górę i gwałtownie spuściły. Yin miał odlecieć, ale nie chciał pokazywać jedynie swojej złej strony, więc Toxic, jego ulubiony cień zabrał go z sobą w poszukiwaniu Qwertiego.

Od Yin'a - Kwiat Lotosu cz. 1

Słoneczny poranek, wataha Smoczej Łzy. Od samego rana wszyscy byli zapracowani, ale nie dwa basiory - Yin, czyli ja i Qwerty. Pozwolę sobie opowiadać jako narrator w trzeciej osobie. Dwa basiory beztrosko bawiły się na polanie. Matki młodych wilków rozmawiały na tematy, w które młodziki nie chciały się mieszać. Biegały za motylami i się śmiały. Przechodzący członkowie watahy przystawali na chwilę do młodych wilków, by z nimi przedyskutować na różne, zabawne tematy. Po kilku godzinach beztroskiej zabawy w dolinie Zielonych Nizin przyszedł czas na pójście do swoich jaskiń. Wtedy ostatni raz się widzieli. W nocy, a dokładniej z dwunastego na trzynastego sierpnia wybuchł pożar nieopodal jaskini przyjaciela Yin'a. Wraz z matką nie mogli uwierzyć w to, co się przytrafiło niewinnym wilkom. Spuścili głowy kiedy ku ich oczom ukazało się ciało matki Qwertiego. Pokryte bąblami, które pękały - nie był to przyjemny widok. Odciągnięto ją na bok, opatrzono rany, mimo że wdało się w nie zakażenie. Młody basiorek podbiegł do obandażowanej wilczycy. Stanął nad nią ze łzami w oczach.

- Yin... - szepnęła ledwo słyszalnym głosem. - Ja cię przepraszam... Znajdziecie siebie u schyłku gó... - nie dokończyła. Zamknęła powieki przy małym, niczego nieświadomym basiorku.
- Synku, chodźmy. - szepnęła zapłakana matka. Siłą odciągnęła małego od stygnącego ciała biało-czarnej wadery. 

Już żaden dzień nie był taki piękny jak tamte, gdy jeszcze wszystko było dobrze. Lata mijały, Yin dorastał i mężniał. Został najwyższym wilkiem w watasze. Kolejna tragedia jeszcze dobiła młodzika. Na pogrzebie jego matki było wiele wilków, choć nie było jednego, szczególnego wilka, który był dla nich jak rodzina. Przyjaciel, który był na zawołanie. Nie przyszedł. Wszyscy podchodzili do Yin'a i pocieszali go typowymi przemówkami:

- Nie łam się. - mówił jeden.
- Musisz być silny... - szepnął drugi.

Po pogrzebie Yin postanowił odkryć dokładnie swoje moce, które ma dzisiaj. Wyruszył, wyruszył za wielkie morza, za ocean. Po głowie chodziły mu dwie myśli:
Czemu to się stało?
- Znajdziecie siebie u schyłku góry...
Ustanowił sobie za cel odnalezienie swojego przyjaciela, który mu został. To była jedyna postać, która mogłaby go pocieszyć bez względu na to, czy byłaby na drugim końcu świata czy też obok...

Podsumowanie miesiąca - sierpień 2017

Witam Was serdecznie w kolejnym podsumowaniu! Za oknami coraz zimniej, owoce już niedługo zaczną dojrzewać, a liście zmienią swój kolor na złoty. Wielkimi krokami zbliża się do nas jesień. Ciężko uwierzyć, że mamy już wrzesień - przecież sierpień dopiero co się zaczął! Oznacza to jednak, że większość z nas musi, chcąc nie chcąc, wrócić do szkoły. Z tej to okazji życzę Wam wszystkich samych dobrych ocen, miłych nauczycieli, łatwego materiału i kupy śmiechu na szkolnych korytarzach.
Przechodząc do podsumowania... Miesiąc znów był niepełny z powodu mojego wyjazdu za granicę, więc właściwie wszystko działo się, podobnie jak w lipcu, na przestrzeni niepełnych trzech tygodni.


SIERPIEŃ W LICZBACH

-> W sierpniu dołączyło do nas 10 wilków: Deidara, Tsunade, Kayn de Vera, Kah'stan, Abra, Kali, Teemo, Clarisse, Misia oraz Abigail. To naprawdę sporo i bardzo się cieszę, że tak licznie dołączacie! Wszystkim nowym członkom życzymy ekscytujących przygód na blogu.
-> Niestety, jeden wilk opuścił nasze grono. Jest to Hope, która zgłosiła brak warunków na pisanie. Smucimy się z powodu jej odejścia, a zainteresowanych informujemy, że jej postać nie jest przeznaczona do adopcji.
-> Członkowie bloga napisali w sumie 21 opowiadań. To dobry wynik, choć w lipcu po przeliczeniu średniej liczby opowiadań na postać, uzyskaliśmy ponad czterokrotnie wyższą liczbę.
-> Stoczona została jedna walka na Arenie, w której Yin spróbował swoich sił w pojedynku z Ognistą żabą fruwającą.
-> Na liczniku mamy już ponad 30 000 wyświetleń!
-> Nawiązaliśmy współpracę z trzema blogami: Akademią Willistone, Watahą Porannych Gwiazd i Wilczym Azylem. Rozwiązana została współpraca z blogiem Wataha Zew Natury, który ogłosił koniec swojej działalności.


SIERPIEŃ W FABULE

-> Ferishia i Dewi pokonali potwora, kontynuują więc poszukiwania zaginionego kryształu. Jednemu z uczestników wyprawy udało się "coś" znaleźć, jednak nie wiadomo jeszcze, czy to zguba, czy coś... innego.
-> Guanyin Tianhou oraz Kivuli Moto spotkały się, lecz ich znajomość nie zaczęła się najlepiej... A może w przyszłości uda im się znaleźć nić porozumienia?
-> Yin i Shadow spędzili wiele czasu w swoim towarzystwie i nie da się ukryć, że ta dwójka dobrze się dogaduje. Teraz znaleźli tajemnicze mikstury, które pozwolą im na chwilową przemianę w człowieka...
->  Tsunade i Vinci przełamują lody.
-> Laguna i Shadow wciąż spędzają razem czas.
-> Neythiri i Darsh'tian przeżywają przygody w Vyrthyrze. Nie dość, że smoczyca została poparzona przez Netcha, smoki musiały szukać schronienia przed gradobiciem, które teraz muszą przeczekać w jaskini.
-> Kah'stan zapoznawał się z terenami Nerthveny i już pierwszego dnia udało mu się odnaleźć Vinci'ego, dawnego przyjaciela.
-> Znajomość Laguny i Vinci'ego wciąż pełna jest wyzwisk, ostrych słów i potyczek słownych, jednak nie da się ukryć, że w myśl zasady kto się czubi, ten się lubi, pojawiają się między nimi cieplejsze uczucia.
-> Zwiedzając tereny watahy, Teemo został zaatakowany przez Kivuli Moto. Czy będzie to początek nowej znajomości, czy też dojdzie między nimi do poważniejszej walki?




To tyle na sierpień. Do zobaczenia w kolejnym podsumowaniu, które pojawi się na blogu 1 października!

Pozdrawiam cieplutko,
Ferishia