niedziela, 3 września 2017

Od Shadow


Laguna wciąż turlała się ze śmiechu, nie mogąc się opanować. Byłam świadoma, że to moja reakcja ją tak rozśmieszyła. Usiadłam tyłem, udając wielce obrażoną, w sumie byłam trochę zdenerwowana.
- No dobra... - Postawiłam uszy, słysząc w pełni poważny głos wadery - Przeprasz... - i znowu niekontrolowany wybuch śmiechu. Warknęłam cicho i zaklęłam w myślach, ten śmiech już mnie denerwował. Spuściłam wzrok na moją łapę, na której przed chwilą był jakiś dziwny twór natury. Laguna podeszła do mnie i przysiadła się. Obie wpatrzyłyśmy się w jezioro, otaczała nas wszechobecna cisza. Pogoda zaczęła się psuć i zachmurzyło się trochę, przez co miało się wrażenie, że jest wieczór. 
- Dlaczego boisz się... Wody? - powiedziała cicho, by nie zakłócić kojącej ciszy.
- Ech... Sama nie wiem? - lekko się uśmiechnęłam. - Nie wiadomo, co w niej jest... - Spojrzałam na Lagunę - Przecież jeszcze dzisiaj gonił cię ogromny rekin...
- Prawda... - zamilkła na chwilę - Ale wiesz, jak małe szanse na to były? 
- Nie interesują mnie "szanse"... Zawsze ten jeden procent może zdecydować o moim życiu... - Odparłam, lekko zdezorientowana ostatnią wypowiedzią wadery.
Zapadło milczenie, żadna z nas nie wiedziała co powiedzieć, a ja nie miałam nic do dodania.
- Kropi...? - usłyszałam jak Laguna szepcze do siebie i wystawia łapę, w oczekiwaniu na deszcz.
- Dla mnie nic nowego... - odpowiedziałam ze zniechęceniem, deszcz mi nie przeszkadzał, ale ostatnio tylko to mi się przytrafiało.
- Dla mnie też nie, ale nie chcę, żeby dopadła nas ulewa. - dodała moja towarzyszka i wstała.
Deszcz zaczął padać coraz bardziej, Laguna schowała się pod drzewem. Zostałam na swoim miejscu i oglądałam jezioro. Zerwał się silniejszy wiatr, spodziewałam się za chwilę pierwszych błysków i grzmotów. Biała wadera zawołała mnie do siebie, niechętnie wstałam i podeszłam do niej. Moje futro było już przemoczone, ale wciąż nie odczuwałam aż tak wielkiego chłodu. 
- Chyba nie masz zamiaru tutaj moknąć? - Spytała, w jej głosie słychać było nutkę zmartwienia.
- Czasami lubię posiedzieć chwilę w takim klimacie. - Odparłam szybko i przeniosłam na nią swój wzrok.
- Chciałaś sobie "bezpiecznie" popływać, nie?
- Chciałam... Masz jakiś plan? - Zaczynałam się zastanawiać, do czego prowadzi ta cała dyskusja.
- Oczywiście, że tak. - Stwierdziła szybko. - Mam bardzo spoko jaskinię, myślę, że Ci się spodoba.
- Okej, mogę na nią zerknąć. - Uśmiechnęłam się lekko.
- Wyobrażasz sobie ją jakoś? Jestem ciekawa. - Zaśmiała się. Zapewne będzie to coś z wodą.
- Hm... Coś z wodą, zgaduję ? - roześmiałam się i otrzepałam mokre futro.

***

Nasz dialog dobiegł końca, Laguna zadecydowała, że pójdziemy teraz do jej jaskini. Wstałam i podążyłam za waderą. Wiatr wciąż wiał, wyginając niebezpiecznie drzewa, o dziwo burza nie przyszła. Uspokoiłam się trochę, bo nie miałam zamiaru moknąć bardziej, o ile tak się da. Futro Laguny było krótkie i na pewno nie chroniło tak dobrze przed wiatrem czy deszczem. Zauważyłam, że zadrżała z zimna, nie zazdrościłam jej w tym momencie. 
Podróż była męcząca, marzyłam tylko o ciepłym posiłku i śnie. Chociaż sen nie wydawał się dobrym wyborem, bo koszmary ostatnio wróciły ze zdwojoną siłą.

***

Dotarłyśmy do jakiejś dziury. Spojrzałam zdziwiona na Lagunę i przeniosłam wzrok z powrotem na wgłębienie.
- To tutaj. 
- Co? - Spytałam zdziwiona. - Ta dziura to ma być twój dom?
- Nie ta dziura... To co? Wskakujem ? - Zapytała z ekscytacją w głosie.
- Że co?! - zapytałam zdziwiona, nie odpowiedziała. Wskoczyła z uśmiechem do dziury i zjechała w dół. Naprawdę nie ma innego wejścia do jej domu? Zastanawiałam się, nie wiedząc, co zrobić.
- Ja też mam zjechać? - zapytałam, po krótkiej chwili wahania. 
- A jak myślisz? - po chwili usłyszałam odpowiedź białej wadery. 
- No dobra... - odparłam i wskoczyłam do dziury. Krzyknęłam z lekkim przerażeniem w głosie, i roześmiałam się. Ten zjazd był naprawdę super! Nie przeszkadzała mi prędkość zjazdu, wręcz była idealna. Szkoda, że zaczęłam zwalniać.
- Eeech, czemu to zwalnia...? - zapytałam samej siebie, lekko podłamanym głosem. Wpadłam na pewien pomysł. Odepchnęłam się łapami i przyspieszyłam, zauważyłam że zjazd dobiega końca. Wypadłam ze zjazdu i przeturlałam się kawałek, wciąż się zaśmiewając. Otworzyłam oczy, które zamknęłam podczas "lotu". Zauważyłam, że Laguna spogląda na mnie ze zdziwieniem.
- Świetny ten twój zjazd! - roześmiałam się, i obróciłam na plecy.
- Nie wyhamowało cię? - Zapytała zdziwiona wilczyca
- Hamowało, ale zaczęłam się odpychać! - znowu się roześmiałam. 
- Nie sądzisz, że mogło ci się coś stać? - zapytała, spoglądając na mnie ze zmartwieniem. Pokręciłam głową i wstałam z ziemi. Jak ja dawno śmiałam się tak szczerze...

***

- Too... gdzie teraz? - zapytałam, Laguna wskazała głową w długi korytarz. Podążyłam za nią. Była trochę bardziej z przodu. Szłam wolno, by móc rozejrzeć się wokoło. Jaskinia Laguny robiła wrażenie, zauważyłam jakieś przejście. Zatrzymałam się i obejrzałam je uważnie.
- Wiedziałaś o tym? - zapytałam. Biała wilczyca spojrzała na mnie i pokręciła głową, podeszła do mnie i oceniła je zdziwionym wzrokiem. 
- Wejdziemy? - tym razem Laguna zapytała, skinęłam głową i przepuściłam ją. To przecież jej dom, nie mój. Usłyszałam, jak mnie woła, weszłam spokojnie za nią i zamiast znaleźć grunt pod łapami, znalazłam pustkę. Poleciałam w dół, uderzając płasko w wodę. Moja głowa zanurzyła się wraz z resztą ciała, zaczęłam panikować, bo woda dostała się do moich ust. Zacisnęłam oczy i przygotowałam się na spełnienie najgorszego koszmaru. Wreszcie wynurzyłam się z wody w panice i z błogą radością wciągnęłam powietrze. 
- Spokojnie... - usłyszałam zdenerwowany głos Laguny. - nie panikuj tak w wodzie, prędzej się utopisz. - mruknęła jeszcze coś pod nosem. 
- Zanurz się teraz. - powiedziała, spojrzałam na nią z wściekłością, omal się nie utopiłam a teraz mam się zanurzyć? 
- No chyba nie. - odparowałam wściekle, Laguna rzuciła mi tylko znudzone spojrzenie. 
- Nic Ci się nie stanie. - marne pocieszenie, nawet jak na Lagunę. Zdecydowałam się jednak jej zaufać i zanurzyłam niepewnie głowę. Mogłam oddychać w miarę normalnie, wzroku nie mąciła mi woda... Wynurzyłam się szybko i spojrzałam na białą wilczycę, na której pysku był teraz uśmiech.
- No i co? Zjadło? - zapytała i roześmiała się. Również się zaśmiałam, bo jednak śmiesznie to zabrzmiało. Czułam się lepiej, mając świadomość, że nie mogę utonąć, chociaż znając moje szczęście byłabym do tego zdolna. Zanurzyłam się ponownie i rozejrzałam wokoło. Pod wodą... było ładnie, bardzo ładnie. Rzuciło mi się w oczy jednak... stworzenie, które wyróżniało się od tego wszystkiego. Wyglądało jak wąż, tylko za duży. Gardło zacisnęło mi się ze strachu, wynurzyłam się z paniką. Laguna spojrzała na mnie, a potem na brzeg.
- Wąż. Tam... woda! - plątałam się w tym co mówię, nie wiedziałam jak jej to przekazać, ale chyba zrozumiała to, co mówię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zachęcamy do komentowania!