środa, 3 sierpnia 2016

Od Anguy

(c.d. Ferishii)

- W sumie… – Zawahałam się, nie lubiłam mówić o sobie. Był to dla mnie dość osobliwe. Zazwyczaj nikt nie zwracał na mnie uwagi. Jak już odganiał lub atakował. Było to nawet miłe, że ktoś się mną interesuje. Tylko czy mogę jej ufać? – Sama nie wiem. – Nagle zdałam sobie sprawę, jak wiele dziwnych rzeczy zdarzyło się w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin. Przypomniałam sobie te dziwne słowa, to chyba nie normalne, że je słyszałam, ten ogień, światło, znamię, skrzydła … Jest zbyt wiele pytań. A przecież obie poszukujemy odpowiedzi. - No, więc nawet nie wiem. Poprzedniego dnia stało się coś dziwnego. Byli tam ludzie. Prowadzili wyrąb lasu. Na początku ich nie zauważyłam. Usłyszałam jedynie dziwne dźwięki. Potem jeden z pni poleciał na mnie. Myślałam, że to mój koniec. Gdy nagle poczułam coś dziwnego. Zobaczyłam światło. Drzewo spaliło się tuż nade mną. Moje futro płonęło! Poczułam gniew dla tych wszystkich ludzi… Nie za bardzo, pamiętam, co było dalej. Obudziłam się następnego dnia. Wtedy spostrzegłam, że mam skrzydła. Tylko zniknął mój przyjaciel. - Skinęłam na kruka. - Zaczęłam go szukać, wokoło mnie było coraz więcej drzew, coraz mniej światła dochodziło do mnie i … usłyszałam trzask wody. Ruszyłam w stronę z kąt dochodził. Doszłam do wodospadu a tam spotkałam ciebie. A co było z tobą?- Spytałam. Byłam bardzo ciekawa, ale nie chciałam tego zdradzać.

Od Ferishii

(c.d Anguy)

W zasadzie wcześniej nie zwróciłam uwagi na opierzonego towarzysza Anguy. Wyglądał dość nietypowo jak na kruka. Cóż, w ciągu ostatnich paru dni wydarzyło się tyle nietypowych rzeczy, że chyba nie powinno mnie to dziwić.
Ptak doprowadził nas do cudownie wyglądającego miejsca. Otaczały nas płytkie, przejrzyste jeziorka, wokół których rosła bujna roślinność. Powietrze było tu cudowne. Czułam się, jakbym na nowo dowiedziała się, co to znaczy oddychać.
Podeszłam do stawiku, zostawiając towarzyszkę jakiś metr w tyle. Wciąż obserwowałam ją kontem oka. Nie miałam powodów, żeby jej nie ufać, jednak ja zawsze wolałam być ostrożna. Poza tym, sama również czułam na sobie czujne spojrzenie kruka. Musnęłam łapą taflę wody, a po jej powierzchni rozeszły się niewielkie fale. Gdzieś obok mnie przestraszona żaba wskoczyła do jeziorka z głośnym pluskiem. 
Odwróciłam głowę w stronę Anguy.
- Właściwie - zaczęłam - to jak się tu znalazłaś?
Nie wiem, czy liczyłam na to, że usłyszę historię równie szaloną jak moja. Wiedziałam, że znajdujemy się w jakimś osobliwym miejscu i chciałam dowiedzieć się, o co tu właściwie chodzi. Ta ziemia była wyraźnie inna od miejsca, w którym się wychowałam. Tak jakby... magiczna? Nie, to wydawało mi się niedorzeczne. Chciałam tylko poznać odpowiedzi na chociaż część z niezliczonych pytań, które krążyły mi po głowie.

Od Anguy

(c.d. Ferishii)

- Noo… dobrze. – Powiedziałam z ociąganiem. – Jesteś za? – Spojrzałam za siebie na pierzastego przyjaciela. Nawet się nie poruszył, lecz… wyczułam jego odpowiedź. W głowie. To było dziwne i jednocześnie wspaniałe. Nagle usłyszałam w głowie setki głosów. Aż dudniło mi w uszach od śmiechów, krzyków i narzekań. Zamknęłam oczy by jeszcze lepiej wsłuchać się w ten niezwykły śpiew.
- Wszystko dobrze? – Wyrwało mnie nagle z zamyślenia. Wszystkie odgłosy zniknęły. Jak gdyby wszystkie wymieciono z mojej głowy. Potrząsnęłam głową.
- Nie, nie wszystko jest dobrze. – Starałam się uśmiechnąć się do wadery, dawno tego nie robiłam, raczej wykrzywiłam się w dziwnym grymasie. Spuściłam głowę nieco zawstydzona.
- A znasz chociaż tą krainę? – Spytałam nienaturalnie cicho. Wadera widać też była trochę zmieszana. 
- Nie do końca…
- To może pozwiedzamy? – Zaproponowałam. Po czym zwróciłam się do kruka. – Leć przodem, prowadź nas!
- To twój ptak? – Spytała Ferishia.
- Prędzej ja jestem jego wilkiem. – Zaśmiałam się cicho.
- Czemu? – Wilczyca była widocznie zdziwiona tym stwierdzeniem.
- To długa historia. –Popatrzyłam na kołującego nad nami ptak. –Chce byśmy za nim szły. 

Od Ferishii

- Chcesz dołączyć do mojej watahy? – Zapytałam nieznajomej, wysilając się na uśmiech.
Wilczyca spojrzała na mnie z nieodgadnionym wyrazem pyska, przekrzywiając nieco głowę.
- Ach, gdzie moje maniery? Zapomniałam się przedstawić. Jestem Ferishia – wyciągnęłam do niej przyjacielsko łapę.
- Angua – odparła krótko, odwzajemniając przyjazny gest. Miała przyjemny, ciepły głos
Mój wzrok na chwilę spoczął na waderze. Zgrabne ciało pokryte było biało-czerwonym futrem, a przez jej grzbiet przebiegała czarna pręga. Najbardziej uwagę przykuwały… skrzydła? Wilczyca wyglądała nietypowo, sądząc według moich ówczesnych standardów. Rzuciłam okiem na dziwne znaki na własnej łapie. 
- A więc nie tylko ja jestem odmieńcem – powiedziałam bardzo cicho. Angua spojrzała na mnie pytająco. Nie byłam pewna, czy dosłyszała, co powiedziałam. Jeśli tak, nie dała tego po sobie poznać.
- No, to jak, chcesz dołączyć do mojej watahy? – Powtórzyłam pytanie, tym razem z niewymuszonym uśmiechem.
- Sama nie wiem, chciałabym mieć swoje miejsce na ziemi – odparła. W jej oczach dało się widzieć iskrę podekscytowania. – Ale… nie wiem, czy będę tu pasować. Przedstawisz mnie najpierw innym?
Pomyślałam chwilę nad odpowiedzią, po czym odezwałam się przyjaznym tonem.
- Wiesz… W zasadzie, to nie ma żadnych „innych”. Jestem tylko ja. Dosłownie parę minut temu dowiedziałam się, że mam założyć watahę. Dość… pokręcona sprawa. Ale to nieistotne. Więc jak, przystajesz na moją propozycję?

Angua

wtorek, 2 sierpnia 2016

Wataha oficjalnie otwarta

Od dzisiaj można wysyłać zgłoszenia do naszej watahy. Parę zakładek (hierarchia, tereny, kalendarz, bestiariusz) wymaga jeszcze uzupełnienia, ale nie stoi to nam na przeszkodzie, aby otworzyć zapisy. Pierwszych 10 wilków, które do nas dołączą, dostanie bonusowe 20 PD na start. Formularz znajduje się w zakładce wilki.

Serdecznie zapraszamy!

Od Ferishii - Nowy Świat

Oślepiające światło zaatakowało źrenice białej wadery z niebywałą agresją. Nie było to przyjazne, życiodajne światło, którym zwykło obdarzać nas słońce. W tym świetle było coś obcego, sztucznego. Wilczyca próbowała zamknąć oczy, ale metalowe szczypce przytrzymujące jej powieki uniemożliwiały jej ucieczkę od światła. Każda próba poruszenia kończynami kończyła się niepowodzeniem, były one związane.
Ciemny cień stojący na dwóch nogach pochylił się nad nią. Poczuła bolesne ukłucie w łopatce. Ból w szybkim tempie rozprzestrzenił się na całe jej ciało, z siłą, jakiej nigdy dotąd nie zaznała. Chciała ugryźć cień, ale wiedziała, że jest to niemożliwe, kaganiec ją od tego powstrzymywał. Ból zaczynał powoli sprawiać, że traciła przytomność. Za wszelką cenę chciała walczyć, by utrzymać świadomość.
Usłyszała kilka głosów. Nieznajomych i znajomych jednocześnie. Cienie porozumiewały się w tym dziwnym, ludzkim języku, zupełnie dla niej niezrozumiałym. Już od dłuższego czasu codziennie słyszała te głosy. Kiedy głosy się oddaliły, poczuła, jak unieruchamiające ją mechanizmy zwalniają się.
Codziennie ten sam rytuał. Nieświeże mięso na śniadanie, parę godzin samotności w klatce, ukłucie, sen, badania, powrót do klatki. Dni zlewały się ze sobą i wadera nie miała pojęcia, czy ten koszmar trwa już parę miesięcy, czy może nawet parę lat. I tak, codziennie rzucała się na kraty w swoim więzieniu, choć nie miała nadziei na ucieczkę. Jedyną siłą, jaka utrzymywała ją przy życiu, była nienawiść do ludzi. Nie do wszystkich ludzi rzecz jasna. To jej oprawcy, którzy zamienili jej życie w koszmar, którzy zabili jej matkę... Wadera przysięgła sobie, że się na nich zemści. Napędzana nienawiścią znajdowała w sobie siłę, by dzień w dzień rzucać się na kraty, nie bacząc na ból.

Dziś jednak było inaczej.
Dziś wszystko miało się zmienić.

Nowe, nieznane odczucie zawładnęło jej ciałem. Czuła się, jakby jednocześnie płonęła żywcem i zamarzała w niewyobrażalnym chłodzie. Każdy jej mięsień jednocześnie odczuwał niesamowity ból i błogą rozkosz. Jej futro zmieniło kolor, jakby wadera pokryła się popiołem, a wokół jej ciała dało się zauważyć fioletową poświatę. Na jej przedniej łapie pojawiły się dziwne znamiona, świecące światłem jaśniejszym od światła gwiazdy. Z tą dziwną przemianą, ciało Ferishii zalała ogromna ilość siły. Wadera nie miała kontroli nad własnym ciałem, wydawało jej się, że ogląda widowisko z perspektywy trzeciej osoby. 
Jednym uderzeniem zniszczyła znienawidzone kraty, a zaraz potem skoczyła do gardeł swoim oprawcom. Nie zdążyła nawet spojrzeć na ich twarze, na których malowało się najprawdziwsze przerażenie i szok. Czerpała prawdziwą radość ze smaku ciepłej, szkarłatnej krwi wypełniającej jej pysk. Jej kły cięły i szarpały do czasu, aż jej wrogowie zaczęli przypominać makabryczną czerwoną sałatkę. 
Wilczyca wyskoczyła przez najbliższe okno, rozbijając przy tym szybę. Odłamki szkła pokryły jej ciało zadrapaniami, ale nic sobie z tego nie rozbiła. Biegła. Po prostu biegła. Przed siebie. Jak najdalej od tego okropnego miejsca. Nie minęło sporo czasu nim fioletowa poświata dookoła jej ciała zaczęła się rozpraszać. Wadera całkowicie opadła z sił, bezradnie jak worek kartofli.

Obudziła się. Obolała, wyczerpana jak po przebiegnięciu trzech maratonów pod rząd. Wzdrygnęła się na myśl o dziwacznej transformacji, którą przeszło jej ciało. Teraz  wydawało się już być normalne, poza jednym "szczegółem". Na jej łapie pojawiły się trzy dziwaczne symbole, wyglądało na to, że już na stałe. Nie podobało się jej to. Nie wiedziała, co spowodowało to... to coś. Chciała o tym jak najszybciej zapomnieć. Wolała skupić się na bardziej przyziemnych sprawach.
Cuchnęła. Długi czas mieszkania w rzadko czyszczonej klatce pozostawił na jej futrze zapach jej własnego moczu i odchodów. Teraz jej śnieżnobiała szata pozlepiana była krwią przeciwników i błotem. 
Podniosła się i poszła w stronę, z której nadlatywał przyjemny, wilgotny wiatr pachnący świeżymi kwiatami. Doszła do niewielkiego, krystalicznie czystego jeziorka i zanurzyła się w chłodnej wodzie. Spojrzała na ogromne ilości brudu, które rozpuszczały się w przejrzystej cieczy, mącąc ją. Wyszła z jeziorka i otrzepała się. Nie ma chyba lepszego uczucia niż świadomość, że twoje futro jest czyste.
Nadal zmęczona, położyła się na skąpanej w słońcu polanie, pełnej wonnych kwiatów i zasnęła.

Obudziła się w pełni wypoczęta. Ziewnęła się i wygięła grzbiet, by rozluźnić napięte mięśnie. Nagle do jej uszu dobiegł cudowny głos, piękny i hipnotyzujący.
 - Obudziłaś się, Ferishio.
Zdezorientowana wadera rozejrzała się dookoła, próbując zlokalizować rozmówcę. Nie znalazła żywej duszy poza ptakiem, który odleciał, gdy chciała do niego podejść.
 - Niech i teraz przebudzi się Nerthvena. - Kontynuował głos. Wilczyca zdała sobie sprawę, że tak na prawdę słyszy głos w swojej głowie. To musiał być jakiś efekt uboczny tej transformacji. - Ty, Ferishio, będziesz pilnować porządku w tej krainie. Powierzam ją w Twoją opiekę. Załóż swoje stado i dbaj o nie dobrze.
Wilczyca nic z tego nie rozumiała. Była prawie pewna, że ma omamy. Jednak ten głos... Był tak piękny, że nie dało się odmówić wydanym przez niego poleceniom. Dla tego głosu można by zabić. 
Nie chciała władzy, nie chciała mieć nad niczym opieki. Chciała prostego życia, u boku matki. Czy jest jednak jakaś droga powrotna? Czy kiedykolwiek udałoby się jej znaleźć matkę, która prawdopodobnie jest już martwa? Nie, nie ma możliwości, by Ferishia wróciła do poprzedniego życia. Stwierdziła, że nie ma nic do stracenia.
Napełniła płuca powietrzem i zawyła, najgłośniej jak umiała. Może ktoś ją usłyszy? Wytłumaczy, co się stało? Dołączy do... jej stada?

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Ferishia

Trwa remont.
Znaczek ">" przy jakimś polu oznacza, że jeszcze nad nim pracuję.

Tak w ogóle, to sprawdzam, jak wiele wody można przelać w jednej KP. Jak na razie udało mi się dobić do 3500 słów.

Ogółem fajnie by tu było dodać trochę smaczków jakichś i trochę naszą alfę odmerysuśkować. Jakieś wady czy coś. Ktos, coś, propozycje?

"Tu dać jakieś oklepane, nudne motto, jakie tak merysuśkowa postać jak Fer mogłaby sobie obrać za życiowy cytat."