Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sethi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sethi. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 grudnia 2016

Od Sethi'ego - Houston, mamy problem

(c.d. Ferishii)

- Że gdzie mnie ty wysłałeś?! - Zapytałem się głosu w mojej głowie, dość zniecierpliwiony oczekiwaniem na odpowiedź.
Cisza. Cisza.
Brak jakiejkolwiek duszy w tym miejscu był dla mnie dość denerwujący, ale wiedziałem, że muszę tu zostać i znaleźć ten kamyczek, żeby "uratować" watahę, z tego co mi mówił ten głos - Prawdopodobnie bóg, ale nie jest to jeszcze takie oczywiste, by przesądzać coś na ten temat. Mógł mi chociaż wytłumaczyć kim jest, i jak mogę się z nim porozumieć, wtedy byłoby mi o wiele łatwiej oraz nie stałbym teraz jak kołek, nie wiedząc, co ze sobą w tej chwili począć. Proszę o wyjaśnienia, pomyślałem i wbiłem wzrok w ziemię, która do normalnej ziemi wcale nie była podobna. No może odrobinkę. 
Właściwie, to dlaczego zajrzał MI do głowy i mnie wysłał do tej krainy? Równie dobrze mógł Ferishii (Która między innymi lepiej by sobie z tym poradziła), ale nie! Bo to ja musiałem się tutaj "teleportować" i harować jak wół, by cokolwiek zrobić dobrze. Okey, na razie jeszcze nic nie zrobiłem - A powinienem, bo mam już tylko 23h, które jak się założę, miną w ekspresowym tempie i nim się obejrzę, będę musiał zamieszkać w tym przedziwnym miejscu. Tylko jak mam tu cokolwiek odnaleźć, jeśli właściwie nie wiem, czego szukam i jak to konkretnie wygląda.
Wokół mnie rozciągało się szerokie pasmo pustynne, możliwe, że nigdy się niekończące, przez co bardzo łatwo mogłeś się tutaj zgubić. Wszędzie stały jakieś skały, porośnięte wieloraką roślinnością, do których nie miałem odwagi podejść, gdyż ciekła z nich lawa. No cóż... Cały ten świat wyglądał po prostu jak po niekończącej się Apokalipsie, wznawiającej się codziennie. Chmury miały lekko karminowy kolor, bardziej podchodzący pod fiolet niż czerwień. Z nich prosto w formacje skalne, wybijały się dziwne rozbłyski energii, z którymi się jeszcze nigdy nie spotkałem. Totalna pustka, jak już było wcześniej wspomniane, pozostało tylko modlić się, żeby był to jakiś przeokropny koszmar senny, który tak naprawdę nigdy nie miał miejsca.
Czy ja naprawdę sobie zasłużyłem na taki los?
Mapa, zajrzyj do mapy. - Podpowiadał głos w głowie, z łaski swojej raczył się do mnie odezwać.
- O jaką znowu mapę Ci chodzi? - Zapytałem, wciąż nie rozumiejąc Jego słów.
Idiota... - Powiedział bóg i znowu się ulotnił.
- Dzięki, że jesteś dla mnie taki miły. - Parsknąłem i udawałem, że ta sytuacja wcale nie miała miejsca.

***

- Mapa! - Krzyknąłem po dziesięciu minutach, zastanawiając się nad słowami, które usłyszałem. - Wreszcie zrozumiałem!
Tutejsze powietrze było nie do wytrzymania, ciężko było w nim oddychać, ale jakoś dawałem radę, musiałem. To wszystko dla watahy... Tak, dla watahy...
Wyciągnąłem natychmiast mapę, rozwinąłem ją i... I nic, nie wiedziałem, jak się nią posługiwać, gdyż znów były na niej jakieś niezrozumiałe napisy: "πέτρα ευλογίες". Dlaczego wszystko zawsze musi być takie skomplikowane. Westchnąłem głęboko i wznowiłem próby porozumienia się z "Tym czymś".
- Halo? Jesteś tam? Potrzebuję twojej pomocy. Wiesz może, co to jest za mapa i co oznaczają te znaki? - Zapytałem dość głośno, nie czekając zbyt długo na odpowiedź.
Hmm... To prawdopodobnie jest "μυστήριο" (Czyt. mystírio). Starożytna mapa, stworzona przez najstarszych bogów, mających swe miejsce na tym prymitywnym, ludzkim świecie. Pokazuje twe największe pragnienia i sposób, jak do nich dotrzeć. Bardzo przydatna, ale gdy wpadnie w niepowołane ręce, może spowodować... TO. - Odezwał się głos i zamilkł na chwilę, wiem, czym było "to", pewnie pustkowie w którym się teraz znajduję. - Musisz z nią uważać, gdyż często doprowadzała do licznych wojen, nawet między rodziną. Wiele osób zginęło niepotrzebnie i nie chcę, by się to jeszcze kiedykolwiek powtórzyło, a więc strzeż jej, jak własnego oka.
- A kim właściwie jesteś? - Dopytałem naprawdę ciekawy, chcąc wiedzieć, kim jest osoba siedząca sobie w mojej głowie.
Czy naprawdę mnie nie poznajesz? - Zapytał z troską, pokręciłem przecząco głową. - Jestem synem Boga Re i Bogini Nut, następcą ich tronu. Byłem bóstwem starszym niż sama religia egipska, jednakże nigdy nie dorównywałem władzy mojemu ojcu, a on Najwyższym Bogom. Czy teraz już mnie sobie przypominasz, Seth'cie?
- Zaraz, zaraz. Najwyżsi? A co z... Innymi religiami?
Otóż każdy człowiek na Ziemi ma prawo, by czcić innego Boga, nieprawdaż? - Potaknąłem. - Przykładowo Chrześcijanie wierzą w JEDNEGO Boga, z którym tak na marginesie mam dobry kontakt, wracając do tematu "ich" Bóg teoretycznie istnieje, tak jak Bogowie greccy, czy właśnie my - egipscy, ale wszyscy jesteśmy tylko wymysłami ludzkiej wyobraźni i z czasem te kłamstwa o naszym istnieniu zaczęły nabierać prawdy. Jednak są Bogowie Najwyżsi władają wszystkim, mają całkowitą kontrolę nad światem, a nawet całym wszechświatem. To Oni kontrolują każde posunięcie tych Pomniejszych, dając głupią wiarę w nas pozostałym istotom.
- Nie bardzo rozumiem... - Powiedziałem zmieszany i zakłopotany tymi wszystkimi informacjami, o których przed chwilą się dowiedziałem.
Tu nie ma co do rozumienia. - Odparł Seth. - A teraz zabieraj się do pracy, mapa wskaże Ci Kamień. Zapamiętaj dobrze moje słowa...
No i zniknął.
Teraz musiałem poradzić sobie sam i z pomocą mapy odnaleźć ten kamień, co będzie dla mnie dość sporym wyzwaniem, gdyż jeszcze nigdy nie byłem w innym wymiarze (Praktycznie jak większość wilków), a to przysparzało mi problemów z rozeznaniem w terenie, nawet z pomocą "μυστήριο". Mogłem już tylko w końcu ruszyć się z miejsca i zdążyć, by nie zostać już tutaj na zawsze, co było jedną z moich największych motywacji. Rusz się, pomyślałem i pognałem wprost przed siebie mając nadzieję, że idę w dobrą stronę.

***

Dwadzieścia godzin do końca.
Jeden kamień.
Wiele wyzwań stojących mi na drodze.

[Ferishia? Zaczerpnięta wiedza z Twojego opowiadania, ale zinterpretowana według mnie]

niedziela, 20 listopada 2016

Od Sethi'ego - Niebezpieczeństwo... - To moje drugie imię

(c.d. Ferishii)

Położyłem się na ubitej ziemi i czekałem zniecierpliwiony, ale jednocześnie przestraszony. Bałem się o przyszłość watahy, ale ten strach przewyższała jedynie obawa o waderę. Nie wiedziałem co zrobić, jak zareagować, więc tylko odwróciłem głowę w drugą stronę, żeby nie widzieć tego, co się w tym momencie dzieje. Musiałem coś zrobić, ale z moimi obrażeniami nie było to w jakikolwiek sposób możliwe. Nie mogłem nawet patrzeć się na walkę, bo od razu zbierało mi się na wymioty i ostry ból głowy - Moja choroba się odzywała, nie chciałem tego. Musiałem być tak głupi, żeby wypowiedzieć to cholerne życzenie! To wszystko było moją winą i to ja powinienem naprawiać mój błąd, a nie niczemu winna Ferishia.
Nagle usłyszałem trzask łamanych kości, to mnie już kompletnie dobiło, rozpłakałem się. Wiedziałem, że nie mógł być to Ozyrys, Bogowie szybko się regenerują i rzadko można im zadać tak poważne obrażenia. To musiała być wilczyca.
- Tchórz! Słyszysz to, jesteś tchórzem! - Krzyczałem sam do siebie, próbując tłumić płacz. To była jedyna racjonalna rzecz, która mogłem teraz robić - Obwiniać siebie.
Rany zadane przez moją towarzyszkę, piekielnie szybko znikły z Boga i zaczął zmierzać w moją stronę. Czekałem już tylko na śmierć, już się jej nie bałem, wręcz przeciwnie, już jej po prostu oczekiwałem, myśląc o lepszym życiu, które spotka mnie w zaświatach. Nie przejmowałem się niczym, nawet zniszczeniami, które może na świecie wyrządzić Ozyrys.
- Ozyrysie! Nie skończyłam jeszcze z tobą! Jak śmiesz nazywać się bogiem?! - Feri nagle przerwała, musiała nabrać tchu, by mówić dalej. - Jak ktoś, kto wykorzystuje słabszych i wcale ich nie szanuje, może zyskać u ludzi boską cześć?! Nie jesteś bogiem. Jesteś niczym. Zadufanym w sobie, egoistycznym, szkaradnym potworem!
Miała rację, on na nic nie zasługuje, a już zwłaszcza, na miano "Boga". Olbrzym zaśmiał się tylko, pogardliwie spoglądając na wilczycę. Dawała mi znak, że zyskałem trochę na czasie.
Nagle na niebie zerwały się chmury, które mogły zwiastować koniec świata. Z nich zaczął powstawać dziwny wir, który wędrował prosto w moją stronę.
- O Bogowie... - Udało mi się tylko wypowiedzieć, zwyczajnie mnie zatkało, nie wiedziałem, o co w tym wszystkim chodzi. Nie chciałem wiedzieć.
*Sethi...* - Powtarzał głos w moich myślach. - *Zaraz zostaniesz wysłany do miejsca, z którego będziesz mógł tylko raz powrócić.*
Nie miałem pojęcia, co to znaczy. Jak miałem tym uratować watahę przed zagładą?
*Będziesz tam musiał znaleźć Kamień Błogosławieństwa, który uchroni watahę przed atakiem...* - Ciągnął. - *Los tego miejsca jest w twoich rękach. By powrócić, otrzymujesz ode mnie Kamień Powrotu, ale pamiętaj, masz na to tylko jeden dzień, inaczej zostaniesz tam NA ZAWSZE.*
W moich łapach pojawiło się małe zawiniątko. W tej chwili miałem zostać wciągnięty przez ogromny wir do innego wymiaru, ale zdołałem powiedzieć:
- Ferishia! Za niedługo wrócę! Ale pamiętaj... - Nie udało mi się dokończyć, gdyż już zostałem wciągnięty, straciłem grunt pod stopami i wszystko wokół mnie znikło.

[Ferishia? Będę za 24h ;)]

niedziela, 30 października 2016

Od Sethi'ego - Przepowiednia, nie oznacza los...

(c.d. Ferishii)

Obudziłem się w... Właściwie nie mam pojęcia, gdzie to jest. Nie widziałem niczego, tylko bezustanną czerń. Było tu bez przerwy tak cicho, jak nigdy dotąd. Jedyną rzeczą, która zakłócała ten porządek i spokój, był dźwięk moich łap. Pusta przestrzeń nie była wypełniona niczym, żadnej żywej duszy tutaj nie było. Wnet za mną pojawiła się postać, niewidoczna, gdyż tak samo czarna jak ta pustka wokół. Oczy stworzenia nagle się oświetliły i stwór wypowiedział coś, zakłócając tą bezkresną ciszę:
- "W światłości mrok się rodzi, któż z jego okowów duszę oswobodzi? W noc ciemną spojrzyj na słońca oblicze, a unikniesz ciosu wymierzonego w policzek." - Wypowiedział te słowa niczym przepowiednia, po czym znikł i już go nie ujrzałem.
Nie wiedziałem co to oznacza, byłem zakłopotany tymi słowami oraz całym tym zajściem. Gdzie ja w ogóle jestem?...

<Ozyrys...>

Bóg miał teraz władzę nad Nerthveną, jedyną osobą, która mogła go powstrzymać był Seth, jednak był on nieświadomy, że taki właśnie jest jego los. Jego dusza była teraz pod władzą Ozyrysa, a dziwna przepowiednia, nie miała się nigdy ziścić.
Ferishia walczyła sama ze sobą, nie chciała zabijać, ale nie miała innego wyjścia, nigdy nie przekonałaby Boga do posłuszeństwa. Powoli zaczęła do niego podchodzić, wiedziała, że tam ciągle jest Seth, dobry wilk, który nikogo by nie skrzywdził. Właśnie dlatego postanowiła powiedzieć:
- Sethi! Słyszysz mnie?! Seth!

<Sethi...>

Feri! Pomyślałem nagle, słyszałem jej głos, gdzie ona jest, gdzie... Muszę ją znaleźć, tylko jak, skoro nic nie widzę. Postanowiłem krzyknąć:
- Ferishia, tutaj jestem!
Nie otrzymałem odpowiedzi, od tej samotności chyba już wariowałem, może to był tylko wymysł mojej chorej wyobraźni... Ale ja ją słyszałem, tylko jak.

<Ozyrys...>

Wadera została odepchnięta na bok, wiła się z bólu, nie potrafiła poruszać. Zauważyła, że została zraniona w przednią łapę, krew się lała, pozbawiając wilczycę tchu. Była przerażona, nie wiedziała co robić, poświęciłaby się za watahę, ale wtedy to Ozyrys by przejął władzę, a kraina nie zaznałaby spokoju.
- Co z Nim zrobiłeś! - Krzyczała warcząc, nie miała innego wyjścia, jak tylko mówić.
- Jakim nim? - Zapytał doniosłym głosem, spoglądając na waderę. W jego oczach kłębiła się nienawiść i strach. - Teraz jestem tylko JA! On już nie istnieje, rozumiesz to ty zawzięta dziewucho?! Pozbyłem się jego! A teraz pozbędę się Ciebie!
- Nie! - Nagle odezwał się głos Sethi'ego. - Zostaw ją! Rozumiesz! - Krzyczał, próbował walczyć sam ze sobą.

<Sethi VS Ozyrys...>

- Jak śmiesz się tak do mnie odzywać! - Warknął głos Ozyrysa, ledwo tłumiąc wściekłość. - Jesteś słaby! Nie masz prawa tak mówić do Boga!
- Ty nie jesteś bogiem! - Krzyczał wściekły Sethi. - Jesteś potworem! Nie zasługujesz na to miano!
Ferishia nie wiedziała, co myśleć o całej zaistniałej sytuacji, to było zbyt dziwne i zagmatwane, by mogła cokolwiek zrozumieć. Chciała coś zrobić, przeciwstawić się, ale nie miała w ogóle siły, by nawet łapą poruszyć.
- Wynoś się! - Ryknął zaciekle Sethi.
Wtem z ciała Sethi'ego zaczęła się delikatnie unosić, czarna smużka dymu, powoli przybierając kształt. Nagle przed wilkami pojawił się Ozyrys, w całej swej okazałości (Wygląd: klik).
Basior, w ogóle nie przejęty tym co się dzieje podbiegł do krwawiącej wadery i powiedział omal nie mdlejąc:
- Ty krwawisz...
- To nic. - Odpowiedziała szybko wilczyca. - Nic mi nie jest.
Seth, nie przejmując się słowami przyłożył łapę do rany towarzyszki i wypowiedział delikatnym głosem zaklęcie:
- Piqûre...
Po chwili Ferishii ulżyło, dzięki zaklęciu pozbyła się rany. Natomiast wilk strasznie wycieńczony padł na ziemię, gdyż rana pojawiła się u niego.
- Coś ty zrobił! - Ryknęła wadera.
Wilk nawet nie zawył, po prostu wstał i zaczął powoli gnać ku Ozyrysowi, przerażony, ale pewny siebie, jak nigdy dotąd.
- Walcz jak mężczyzna! - Powiedział ostatkiem sił do Boga.
On tylko się zaśmiał i wypowiedział następujące słowa:
- Ty, rany i na dodatek sam, chcesz walczyć z Bogiem! Władcą zmarłych! - Parsknął śmiechem.
Feri pewna swojego czynu stanęła u boku towarzysza.
- Nie jest sam. - Powiedziała do Ozyrysa.

[Ferishia? Przepraszam, że postawiłam Cię w takiej sytuacji, ale sądzę, że to będzie ciekawy wątek do Twojego opowiadania]

piątek, 21 października 2016

Od Sethi'ego - Matka, pamięć i Wrota Śmierci

(c.d. Ferishii)

Pytanie wadery całkowicie mnie zamurowało, co miałem jej powiedzieć... "Jestem w połowie psem i jem trawę", super wymówka, tylko by mnie wyśmiała, zorientowała się, że mówię prawdę i odeszła. Założę się, zawsze tak było i będzie. Nie jest to najmilszą opcją, więc udało mi się tylko wydusić:
- No, ten... Grypa, tak. Mam grypę.
Krople zimnego potu bezustannie spływały mi po pyszczku, nie uwierzy w to, nie jest przecież aż tak głupia. Przyjrzała mi się dokładnie, miała dziwną minę. Widziała, że łgałem.
- A tak naprawdę?... - Dopytała zniecierpliwiona, a ja westchnąłem przerażony.
Powiedzieć prawdę czy nie, te moje wahania doprowadzały mnie do szału. Jak skłamię, będę miał wyrzuty sumienia, a jeśli powiem prawdę, Ferishia odejdzie i już nigdy jej nie zobaczę, dlaczego moje życie jest takie porąbane? Wtedy coś za mną powiedziało:
- Powiedz jej.
Stanąłem dębem, nie chciałem się odwracać. Wilczyca była blada jak kreda, a ja zbyt przestraszony, żeby spojrzeć za siebie. Nie jestem typem mięśniaka, nie obronię nawet siebie, a jeśli to był ktoś kogo znam... Nie sądzę. W końcu jednak dałem radę.
- Mama? - Ja... Nie wiedziałem co powiedzieć.
Tam stała moja matka (Jej wygląd: klik), zwariowałem, na pewno. Uszczypnę się i po sprawie, to był tylko sen, a ona nie istnieje. Zrobiłem to i nic, ciągle ją widziałem, łzy zbierały mi się w oczach, chyba zaraz się popłaczę. Istniała, jak?
- Czy to? - Zapytała zdziwiona towarzyszka, potaknąłem.
Podbiegłem do niej, wciąż nie wierząc, że to prawda. Przytuliłem ją, ale tylko upadłem twarzą w trawę. Przeniknąłem przez jej ciało, jak przez ducha.
- Niestety mam tylko pięć minut, żeby Ci coś przekazać kochanie. - Mówiła moja rodzicielka. - Po pierwsze, nie wiedziałam, że ty już...
- Nie, ona nie. - Przerwałem jej, wiedziałem o co chodzi, moje policzki zarumieniły się, Feri też, było nam oboje wstyd.
- Och, przepraszam. - Powiedziała mama, po czym dodała. - A po drugie, musisz jej to wyznać, zawsze mów prawdę, pamiętaj... - Ucałowała mnie w czoło i znikła w świetle, po raz pierwszy ją widziałem, a tak krótko.
Spojrzałem waderze prosto w oczy, bałem się to powiedzieć, jednak było to słuszne.
- Pies.
- Co? - Dopytała, nie wiedziała o co mi chodzi.
- Moja matka jest, to znaczy była psem. Ojciec wilkiem. - Ulżyło mi, w końcu się komuś wygadałem, nareszcie.
Popatrzyła się na mnie przeszywającym wzrokiem, zanim cokolwiek powiedziała, zatkałem jej usta i postanowiłem jej o wszystkim opowiedzieć, bez wyjątku.

- Czyli teraz jesteś wilkiem? - Zapytała, gdy skończyłem mówić.
- Tak. - Odpowiedziałem krótko.
- Nie za bardzo wiem, co powiedzieć, chodźmy. - Powiedziała i nie odzywała się więcej.
Nie winię jej za tą reakcję, sam bym tak postąpił, gdyby ktoś nagle mi oświadczył, że nie jest tą osobą, o której bez przerwy tak myślał. Nie chciałem siebie znać, powinienem w ogóle tutaj nie być, zostać przy ojcu i zaopiekować się z nim. Ale ja byłem głupi wynosząc się z domu!... Tępy jak dzida jestem!
- Auć! - Krzyknąłem po cichu, żeby nikt nie usłyszał.
Coś mi w pamięci szwankuje, przestawia się, nie wiem. Nie chce teraz o tym myśleć, muszę się uspokoić, poskładać się do kupy i nie przesadzać za bardzo z poniżaniem siebie. Wtem coś mi zaświtało w głowie... Mapa, miałem ją aktualnie przy sobie. Powiedziałem wilczycy, żeby się na chwilę zatrzymała i rozwinąłem kawałek papieru. Był tam ciągle ten napis, a pod nim pojawiła się strzałka, która wskazywała... Czyżby? Pewnie się myli, sprawdziłem jeszcze raz i kolejny raz. Co to miało znaczyć?
- Auu! - Znowu coś mi się z pamięcią stało, jakby zniknąłem.

Sumienie podpowiadało mu, co się stało. On jednak już zniknął.
21.10.XXXXr.

Wilk otrząsnął się, pojawił się na nowo w tym samym ciele, lecz z inną duszą, która była pusta, chciwa i nieczuła. Ferishia podbiegła do niego, zaciekawiona tym zajściem, a on ją odepchnął, nieświadomy tego, co robi. Dawny on, by jej powiedział co się stało, jednak ten obecny jest jego dokładną odwrotnością, przeciwieństwem, alter-ego. Nie zasłużył sobie na to, jedno życzenie nagle zmieniło jego całe życie.
- Jestem Ozyrys! Bóg śmierci i cierpienia! Władca tej krainy i wszystkich dusz na niej chodzących! Pokłońcie mi się niewdzięcznicy! - Wypowiedział te słowa wyniosłym głosem.
Po tych słowach każde ze stworzeń w obrębie Nerthveny ukłoniły się z niewiadomych przyczyn. Jego moc, była jedną z najpotężniejszych na całym świecie, moc śmierci. Potrafiła uleczać, ale też i niszczyć. Ozyrys był jednym z bogów Egiptu, jego potępiona dusza próbowała powoli wstąpić w ciało Setha. Natomiast jego dusza z całych sił chciała ją wyprzeć, opadała z sił każdego dnia, aż w końcu wniknęła do jego kruchego ciała. Załamanie Sethiego dodawało jeszcze tylko mocy Ozyrysowi, stawał się potężniejszy i silniejszy niż zwykle. Wadera bała się o swoje życie, o Setha...

[Feri? Otóż wstąpił we mnie duch literacki, wyzwolił swoją moc i napisał to za mnie ;P]

niedziela, 16 października 2016

Od Sethi'ego

(c.d. Ferishii)

Wadera okazała się bardzo miłą i trochę zapracowaną osobą. Szkoda, że nie spotkałem jej jako pierwszej, gdy się tutaj dostałem. W końcu zaprowadziła mnie nad jakiś wodospad. Powoli udałem się w stronę niego i wypowiadając zaklęcie, całkowicie się zanurzyłem. Nie widziałem pod wodą zbyt dużej ilości roślin i wodnych zwierząt. Przystąpiłem do mycia się.
Gdy w końcu byłem czysty i... No, nie można powiedzieć, że normalny, wyszedłem z wody i ujrzałem leżącą na brzegu Ferishię. Jej futro mieniło się wszystkimi kolorami tęczy w tym świetle. Wyglądała niezwykle, niespotykanie. Gdy mnie zauważyła, od razu wstała, otrzepała się z kurzu i powiedziała:
- Dobrze, teraz da się na Ciebie patrzeć.
Trochę zdenerwowała mnie ta uwaga, chociaż miała całkowitą rację. Gdybym zauważył kogoś takiego, jak ja wcześniej, też bym się do niego nie próbował nawet zbliżyć, a tym bardziej odezwać.
Zbliżała się noc, a ja byłem parę kilometrów dalej od jaskini. Ciekawi mnie tylko, czy zdążymy na czas. Wciąż niepewny swojej wypowiedzi zapytałem:
- Gdy byłaś tutaj sama i nikt jeszcze nie znał tego miejsca, to czy czułaś się samotna? - Wadera wyglądała na zirytowaną. - Ja bym tutaj sam nie wytrzymał... - Dodałem tak cicho, żeby nikt nie usłyszał, nawet ona.
Widocznie zignorowała pytanie, nie miałem jej tego za złe. Sam bym nie odpowiedział. Najpierw mówię, a potem myślę. Po chwili spokoju, znów to się zaczęło.
- Aaa!!! - Krzyczałem bez przerwy. - Zostawcie!
Chciałem nad tym zapanować, zwłaszcza, że Ferishia chciała uciec, nie wiedziała jak się zachować. To był dla niej nietypowy przypadek. Ból ustał, ale głowa chyba zaczęła mi pękać.
- Co to było?! - Zapytała moja towarzyszka.
- Nie wiem... - Odpowiedziałem przestraszony.
Moje ciało jakby się kruszyło, nie miałem ochoty dalej iść, więc zapytałem:
- Możemy się tu zatrzymać?

[Ferishia?]

czwartek, 13 października 2016

Od Sethi'ego - Brudny wampir z wścieklizną

(c.d tego)

Nie miałem pomysłu, co ze sobą zrobić. Teraz chciałem tylko wrócić do swojej jaskini i się porządnie wyspać w swojej jaskini, ale jak znam siebie i swoje życie, nie będzie to wcale takie łatwe. Obok mnie była kałuża, postanowiłem się w niej przejrzeć.
Widok ten mnie strasznie przeraził. Moje oczy były całe przekrwione, z pyska ciekła piana zmieszana z krwią, a pazury były chyba długie na metr.
- Stuprocentowy wilk... - Powiedziałem sam do siebie, po czym westchnąłem.
Wykąpać się w tej kałuży czy nie? Hmm... Dobra, zrobię to, chociaż będzie chyba najobrzydliwszą rzeczą jaką kiedykolwiek zrobiłem. Po prostu nie chcę wyglądać jak wampir z wścieklizną, który niedawno zjadł kolację. Woda była brudna, więc jeszcze pogorszyłem moją ówczesną sytuację. Teraz byłem jak BRUDNY WAMPIR. Trzeba było to przemyśleć, ale ja przecież nigdy nie myślę! Grr... Głupi jestem.
W końcu dotarłem do naszych jaskiń. Nie byłem zbytnio "trzeźwo myślący". Chciałem tylko zasnąć, ale nie było to możliwe po przeżyciach minionych dni. Leżałem chyba z dwie godziny, aż w końcu ktoś się pojawił. Miałem już dość, więc zapytałem zdenerwowany:
- Wiesz może, jak zasnąć?
Basior bądź wadera podszedł lub podeszła do mnie i powiedział, powiedziała:
- Zamknij oczy i śpij! - Krzyknęła mi w twarz, określając płeć po głosie.
Czemu jest taka niemiła? W pierwszym momencie przestraszyłem się. Przetarłem łapą oczy i wstałem. Ujrzałem przed sobą śnieżnobiałą wilczycę, nie wiem, kim ona była, więc bez większego zastanowienia postanowiłem zapytać:
- Ktoś ty?
- Wadera, która nie ma ochoty poznawać takiego brudasa jak ty! - Wykrzyknęła.
- Mogłabyś być milsza... - Burknąłem.

[Ferishia? Będą dłuższe opowiadania]

piątek, 7 października 2016

Od Sethi'ego - Zła decyzja i jej konsekwencje

(c.d. tego)

- Aaa! - Obudziłem się z krzykiem.
Dobrze, to był tylko sen, nic się nie stało. Byłem bardzo zadowolony, to tylko głupi koszmar. Miałem szczęście, następnym razem mi się nie upiecze. Podszedłem do jeziorka w mojej jaskini i przejrzałem się w wodzie.
- Nie... Nie, nie, nie, nie!... - Powiedziałem sam do siebie.
Na dnie leżała głowa jelenia, to jednak była prawda. Straszna prawda. Wyciągnąłem ją powoli łapami ze stawu i wyrzuciłem przez szparę w głazach. Poszedłem w cień i zwinąłem się w kulkę, chciałem zapomnieć...

***

Byłem w lesie, cały ubrudzony dziwną, lepką mazią. Księżyc zajaśniał na niebie i zauważyłem, że była to krew. Zrobiłem to znowu, to straszne. Nie umiałem nad sobą zapanować. Wtedy zauważyłem wilczycę, nie zdołałem jej się przyjrzeć, gdyż było zbyt ciemno. Widziałem tylko jej oczy, piękne oczy.
- Chodź... - Wołała bez przerwy.
- J... Ju... Już. - Powiedziałem do wadery.
Co?! Zacząłem się jąkać. Ja, ja nie wiem o co chodzi. Bo ja chyba, chyba się w niej zakochałem. Biegłem do niej jak najszybciej mogłem, gdy już miałem ujrzeć jej pyszczek obudził mnie jakiś dźwięk.

***

Czy, czy ona istniała? Jeśli nie, to i tak będę jej szukać. Nie odpuszczę. Teraz jednak zacząłem podążać za dźwiękiem, co to jest? Dźwięk oddalał się, podbiegałem co chwilę w różne miejsca. Byłem strasznie tego ciekawy. Nagle się coś stało.
- Nie!!! - Krzyczałem. - Przestańcie!!!
Próbowałem rozwalić sobie głowę, chciałem, żeby to coś przestało. Zostawiło mnie w spokoju. Zamknąłem oczy, uderzałem łbem o ostre skały, drzewa i inne rzeczy. To jednak nie chciało przestać. Nie wiedziałem co zrobić. Usiadłem obok jakiegoś głazu i czekałem. Wkrótce katorga ustała. Widziałem coś, ja coś widziałem. Nie naprawdę, lecz jakby w moim umyśle, dokładnie w nich. Coś przedostało się do moich myśli i nie chciało ich opuścić. Dźwięk się więcej nie pojawił. On mnie sprowadził do tego miejsca to tu miałem się znaleźć. Czułem jednak dziwną rządzę, rządzę krwi. Udało mi się jednak to okiełznać. Zacząłem jeść trawę.
Zauważyłem coś, jakby mapę. Podniosłem ją i rozwinąłem. Widniał na niej napis "Trouver sa bien-aimée". Niestety, nie wiem, co to znaczy. Postanowiłem zabrać ją ze sobą. Kto wie? Jeszcze może się przydać.

niedziela, 2 października 2016

Od Sethi'ego - Stuprocentowy wilk

(c.d. tego)

Snułem się niepotrzebnie po wydeptanych przez wilki ścieżkach. Ciągle myślałem o tym jeziorze, nie udało mi się zapomnieć. Miałem takie dziwne przeczucie, że za niedługo coś się stanie, nie wiedziałem tylko co, w końcu nikt mi nie podpowie. Przygniatała mnie ta myśl, chciałem się z tym uporać. Musiałem coś zrobić, żeby o tym zapomnieć, ale co? Dobra, nie ważne.
Po godzinie nic się we mnie nie zmieniło. To jezioro nie działa, powinienem uprzedzić o tym innych. Niepotrzebnie wydane Ringi, trzeba było wrzucić tylko jednego, nie byłbym teraz tak zdenerwowany całą tą sytuacją. Może powinienem z powrotem je wyłowić... To byłoby trochę niegrzeczne, no ale skoro nie działa. Ok, zostawię to tak, jak było. Poczekam jeszcze chwilę.
Kolejna godzina włóczenia się jak jakaś przybłęda i nic. Kurna, wracam się to wyłowić, może znajdę tam jakieś inne fanty. Przechodziłem przez las. Spotkałem tam wiele różnych stworzeń, próbowałem się nawet z nimi zaprzyjaźnić, gdyż jak przypominam, potrafię z nimi rozmawiać. One były jednak negatywnie nastawione, chyba nie chciały mieć nowych znajomych. Powtarzały w kółko, żebym odszedł, inaczej "mi się dostanie". Łagodnie mówiąc. W końcu dotarłem na miejsce. Wypowiedziałem szybko zaklęcie, dzięki któremu oddycham pod wodą. Wchodziłem do wody...

***

- Co?! Co mi się stało... - Zapytałem sam siebie.
Chyba zemdlałem, ile czasu byłem nieprzytomny? Przynajmniej parę godzin, gdyż był już ranek. Czuję coś dziwnego, jakieś gładkie podmuchy, przechodzące mi przez ciało. To woda, przez cały czas byłem w wodzie, ja nic nie pamiętam. Nie wiem, co się ze mną działo. Postanowiłem - znowu - zapytać się jakiejś ryby, jak długo tu leżałem. Zatrzymałem przypadkową rybę i zapytałem:
- Jak długo tu jestem?
Ryba patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem.
- To znowu ty? - Zapytała. - Nie ważne, już około tygodnia, chyba, że dłużej.
Puściłem ją wolno, tydzień? Może i dłużej? Jak to... To, to niemożliwe. Wyszedłem wody i otrząsnąłem się z niej, wtedy coś zauważyłem. Wilczy pazur, ja, ja mam wilczy pazur! Czy ja, spojrzałem w taflę wody i wyszczerzyłem kły, wydłużyły się. Jestem wilkiem, ja naprawdę jestem wilkiem. Aż podskoczyłem z radości. Czułem też coś nowego, jakieś uczucie... Wypełniło mnie... To nie jest teraz ważne.
Wracałem z powrotem przez las, gdyż już go trochę wtedy poznałem. Gdy przechodziłem, zauważyłem jelenia. Był piękny. Po tym momencie nie wiem co się stało, wysunęły mi się pazury i kły, a gdy podszedłem do stworzenia...
Ja zabiłem, zabiłem... To już nie jestem ja, to jest ktoś inny...

(ciąg dalszy)

sobota, 1 października 2016

Od Sethi'ego - Gadam z rybą

Mam mieszane emocje, jestem podekscytowany i przestraszony jednocześnie. Mam nadzieję, że potrwa to tylko chwilę, nie dłużej. Nie potrafię stłumić tego strachu, on we mnie siedzi i nie chce wyjść. Łał, zacząłem mówić metafory.
W końcu postanowiłem wyjść ze swojej jaskini i pokazać się innym, a jeśli z powodu pochodzenia mnie nie zaakceptują? Ukryje to, nie powiem o tym nikomu, nawet najbliższym osobom. Nikt nie może się dowiedzieć. Szybko pobiegłem na zewnątrz i znalazłem jakąś starą, potarganą szmatę. Zakryłem nią obrożę, nie zauważą, mam taką nadzieję...
Po dłuższej przechadzce trafiłem nad jakiś wodospad. Otaczały go wysokie skały przez co ciężko było się tam dostać. Po cichu wypowiedziałem zaklęcie Respiràtion, po czym dosłownie wskoczyłem do wody. Zauważyłem tam wiele morskich stworzeń. Postanowiłem z nimi porozmawiać. Były tam bardzo małe rybki, zatrzymałem jedną z nich i zapytałem:
- Co to jest? Czemu tak ciężko się tu dostać?
Ryba widocznie nie zrozumiała pytania, musiałem jej to wszystko powtórzyć. Zamyśliła się i odpowiedziała mi cichym głosem:
- Mówią, że to Wodospad Marzeń. Ale nie jestem pewna... Wrzucają tutaj tzw. Ringi i wypowiadają życzenie. - Wypowiedziała te słowa i znikła.
Wyszedłem z wody i zacząłem rozmyślać. Jeśli naprawdę tak jest? Wrzuciłem pięć Ringów i po cichu powiedziałem kierując swe spojrzenie w gwiazdy:
- Chciałbym być prawdziwym wilkiem, nie psem... - Wypowiedziałem ostatnie słowo z pogardą. Odszedłem od jeziora i popędziłem ku północy, tak myślę.
Po godzinie dotarłem do lasu, dżungli. Nie wiem dokładnie co to było. Przechadzałem się powoli, nie wiedząc, co ze sobą zrobić... Może będę tym wilkiem, raczej nie. Nie ważne.
Nagle usłyszałem coś w krzakach, chyba wilka. A może to tylko był wiatr, zwierzę. Nie obchodzi mnie to.