Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anadil. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anadil. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Od Anadil - Klątwa zupy grzybowej

Słoneczne promienie powoli przenikały przez moje zamknięte powieki. Lekko je uchyliłam i od razu skończyłam na równe nogi. Gdzie ja do cholery jestem? Znajdowałam się w jakimś zagajniku. Kiedy uważnie się rozejrzałam, spostrzegłam, że miejsce, w którym się znajduję, jest otoczone mglistą kopułą. Zamiotłam ogonem po ziemi i ruszyłam przed siebie. Nagle przyfrunęły jakieś ptaki. Sporo ich było. Dźwigały w pazurkach miskę z jakimś płynem. Postawiły ją przede mną i odłrunęły z głośnym "pat pat pat pat". Zajrzałam do środka.
- Zupa grzybowa? Fuuuj. - mruknęłam. Wtem miska zaczęła drgać, rozlewając zawartość na wszystkie strony. Gwałtownie się odsunęłam, bo nie chciałam mieć styczności z tym ochydztwem. Poślizgnęłam się jednak i wpadłam głową w naczynie. Poczułam, że spadam. Czy ta miska nie miała dna?! To jakaś klątwa chyba?!
Uczucie spadania ustało, a ja przygrzmociłam o ziemię. Wokół mnie podniósł się tuman różowego pyłu. Kichnęłam i rozejrzałam się. 
- Halo! Jest tu kto?! - wrzasnęła, a echo potoczyło się po pomieszczeniu, w którym byłam. Przypominało mi wielką jaskinię.
- Haaloo! No ktokolwiek?! - ryknęłam ponownie, aż przez futro przebiegły mi błyskawice.
Nagle usłyszałam głośne tupanie. Pisnęłam i schowałam się w chmurce różowego pyłu. Tupanie było coraz głośniejsze, a na środek jaskini wyszedł...Chiński mędrzec.
- Nie chwal wschodu przed zachodem słońca. - rzekł.
- Koleś, ja chcę do domu! - jęknęłam, a dziadek tylko się zaśmiał. Śmiał się i śmiał, aż zrobiło się to lekko demoniczne. Ziewnęłam demonstracyjne. Ile można?! Chińczyk powoli się rozkręcał, ja tymczasem zdążyłam narysować na różowym pyłku patykiem "Damę z wilkiem" "Mona Wilczycę" a nawet skomponować "Odę do księżyca".
Mędrzec ryknął piekielnym śmiechem, a wokół niego zaczęły bić pioruny. Jeden z nich trafił w sam środek sali.
KABUM!
Kiedy wszystko się uspokoiło, mędrzec zniknął. Na środku sali zaś, w miejscu uderzenia pioruna, stał fioletowy gołąb.
- Gruu.
- Chcę do domu? Spać! A ty się nie gap! - rzuciłam w ptaszysko kamykiem.
- Gruu. - ptak podszedł, a wręcz poturlał się do mnie. Wtem zaczął machać głową w górę i w dół. Nie stąd, ni z owąd, w tle leciał dubstep.
- Umieram! - wrzasnęłam - Nieee!!! 
Skończyłam resztką sił w kępkę pyłku. Wygrzebałam z niej coś, co przypominało kij, na który ktoś nabił jabłko i ananasa. Bez namysłu przywaliłam Gruchaczowi tym "czymś". Dubstep ucichł, gołąb rozpłynął się w powietrzu z głośnym "Gruu!". Natomiast z mojej pseudobroni wydobył się wrzask. Przestraszyłam się i cisnęłam tym przez całą salę. "Coś" rozpadło się na mnóstwo kawałków, a jaskinia zaczęła drżeć. Przykryła głowę łapami i trwałam w bezruchu, dopóki drgania nie ustały. Rozejrzałam się niepewnie i spostrzegłam, że pomieszczenie się rozwaliło i teraz siedzę na jakiejś polanie. Zanim jednak mogłam odetchnąć z ulgą, usłyszałam przeciągłe milczenie. Odwróciłam się i zamarłam.
Za mną lewitował Wielki Latający Potwór Spaghetti wraz ze swą świtą jednorożców. Wrzasnęłam i zaczęłam biec przed siebie. Nie wiedziałam, gdzie biegnę, ale grunt, że byłam coraz dalej od potwora. Wyskoczyła mi między drzewa i znalazłam się w gąszczu kociołków. Różnej wielkości, koloru i zawartości, stały sobie koło siebie i błyszczały w słońcu.
- Muszę szukać grzybowej. Fuuuj. - mruknęłam sama do siebie. Kluczyłam między naczyniami, aż znalazłam grzybową. Z obrzydzeniem włożyłam do niej głowę i momentalnie zaczęłam spadać. No i spadłam...Na kogoś.
- Anadil? Co ty robisz? 
Kurczę, to Ferishia. Nie za dobrze.
- Eee... Ja? Co? No, ten tego... - zmieszałam się.
- Czemu jesteś cała różowa? To jest sos? Czy jest coś, o czym nie wiem? - zapytała podejrzliwie Alpha.
- Nie. A w każdym razie - nic, w co mogłabyś uwierzyć. - zachichotałam.

wtorek, 6 grudnia 2016

Od Anadil

(c.d. Amidii)

Wadera okazała się być miła i zdecydowanie fajnie mi się z nią rozmawiało. Chętnie zostałabym dłużej, ale... No właśnie.
- Halo, ziemia do Anadil! Mówiłam coś do ciebie!- fuknęła Amidia.
- O co chodzi?- zmarszczyłam brwi. Miałam ważne sprawy, które musiały być wykonane...
- Pytałam co tutaj robisz? No wiesz, sama w lesie.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. 
- Jakby to ująć... No więc a propos już muszę lecieć, mam ważne zajęcia.
- A jakie?
Nie zdążyłam odpowiedzieć, ponieważ usłyszałam coś za krzakami. Wiedziałam! Byłam we właściwym miejscu! Nachyliłam się i wreszcie go zauważyłam.
Bóbr.
-Złapię go- wyjaśniłam - Na pewno go złapię!
-Haha, no powodzenia.- zaśmiała się Amidia.
Powoli czołgałam się do zdobyczy, bezszelestna, niewyczuwalna...
Głupi futrzak spojrzał na mnie, fuknął i uciekł.
- Aarrrghhhhh!!! - wrzasnęłam. - Cholera!!! Znowu!
Amidia pokładała się ze śmiechu. Zauważyła, że patrzę na nią jak na wyjątkowo obrzydliwego robala i wstała.
- To było mega zabawne!- uśmiechnęła się.
Obnażyłam kły.
- Tak? A ty złapiesz jakiegoś zwierzaka? Noo?!
Wadera się zmieszała.
- Nie złość się, przepraszam.- wymamrotała.
- No!- tupnęłam i poklepałam koleżankę po karku.
Zaczęłam powoli węszyć, aż zwietrzyłam zwierzynę. Tym razem jednak nie był to bóbr...
- Chyba w pobliżu kręci się coś dużego...- szepnęłam, a łapy się pode mną ugięły.

(Amidia?)

poniedziałek, 14 listopada 2016

Od Anadil - Puszek

(c.d. Aury de Noir)

Widząc basiora w pozycji bojowej zadygotałam że strachu. Łapy odmówiły mi posłuszeństwa, mimo, że miałam ochotę uciec gdzie pieprz rośnie. W akcie desperacji i przerażenia otoczyłam się Osłoną Pioruna. Sekundę potem na drogę przed nami wypadło TO.
"Coś" miało kolczasty, palący się grzbiet, z wystającymi gdzieniegdzie żebrami. Potężne łapy młóciły ziemię, wznosząc tumany pyłu. Z szerokiego łba bestii wystawały rzędy kłów, a w oczach płonęła żądza mordu. Maszkara była prawie trzykrotnie większa ode mnie.
Tak się akurat beznadziejnie złożyło, że monstrum miało w nas swój określony cel, bo zaszarżowało. Momentalnie uskoczyłam i zakryłam się ogonami, piszcząc że strachu.
Aura de Noir natomiast poczekał na stosowny moment, po czym uczepił się zębami łapy stwora. Potworowi zapewne było ciut niewygodnie z wściekły wilkiem kąsającym nogę, bo parsknął, uchwycił kłami basiora i odrzucił go na pobliski dąb.
Iso oczywiście nie stał bezczynnie. Z karku bestii wystawało już sześć strzał, a elf zgrabnie biegał dookoła maszkary, siejąc ją sztyletami.
Musiałam coś zrobić, ale co...
Jak zwykle najpierw zrobiłam, a potem pomyślałam.
Zanim zdążyłam uporządkować myśli, już byłam gotowa do skoku, a później odepchnęła się tylnymi łapami, lądując na karku wściekłego stwora.
Od razu poczułam ból. Spojrzałam na swoją łapę. Była przebita kolcem potwora. Nie zważając na to wbiłam pazury w zaskakująco mięciutkie futro.
- Spokój! Puszek! Reksio! Titelitury! Aaaaa!!!!!!
Wrzeszczała jak opętana. W sumie miałam powód. 
Płomienie na ciele bestii okalały moje ciało, sprawiając niewypowiedziany ból. Ostatkiem sił zmieniłam moje pazury w elektryczność. Ciepła krew zalała mi łapy. Usłyszałam tylko ogłuszający ryk maszkary i krzyk:
- Anadil! Anadil!
A potem zemdlałam.

(Aura de Noir? O, tu masz zdjęcie Puszka ;) klik )

niedziela, 23 października 2016

Od Anadil

(c.d. Aury de Noir)

Ruszyłam radośnie po miedzianej ścieżce z listowia. Aura i Iso zrównali że mną swój krok. 
- No to... co tam? - spytałam z autentyczną ciekawością. 
Iso zwrócił się do mnie.
- A co chciałabyś wiedzieć?
- Umm... - nie spodziewałam się takiej odpowiedzi - Czyli jesteś elfem, znajomym Aury de Noir, czy co?
- Raczej "czy co". Nie, nie jestem elfem...
- ...że co?! Przed chwilą słyszałam o tobie jako o elfie, a teraz...?- przerwałam mu oburzona.
- Tak się składa, że jestem duchem elfa, którym niegdyś byłem.- rzekł Iso. W jego głosie nie było złości, raczej melancholia.
Ech, ta moja niewyparzona gęba!
Opuściłam głowę i unikałam kontaktu wzrokowego z basiorem i elfem.
Odezwał się milczący dotąd Aura: 
- Iso...
- Hm?
- Wróciłeś... Ale na jak długo?
Duch przeczesał włosy palcami.
- Szczerze? Nie mam pojęcia. Ale, ale, nic nie masz mi do powiedzenia?
- Nie da się wyrazić tego słowami. Wiedz, że tęskniłem. Jeszcze raz przepraszam...Wiesz za co.- wymamrotał wilk i spojrzał na przyjaciela. 
Wściekle pomarańczowe oczy spotkały szafirowe oczy. 
- Ważne, że jesteśmy teraz razem. Rozumiem cię. Też byłoby mi ciężko.
Obaj spojrzeli na mnie. Poczułam się przytłoczona pod ich wzrokiem.
- Gdzie idziemy teraz? - spytali chórem, a Aura mrugnął do lekko zdezorientowanego elfa. 
Czułam, jak wypełnia mnie energią. Tysiąc pomysłów przeminęło mi przez głowę. Wyszczerzyłam zęby.
- Ok, chodźmy!!!

<Aura de Noir? ( rozkręć akcję ;)>

piątek, 21 października 2016

Od Anadil

(c.d. Aury de Noir)

Miałam mętlik w głowie. Kim był ten szafirooki facet? Aura go zna? Jest niebezpieczny, czy bardzo niebezpieczny? A może to upiór!? Bądź co bądź, niedługo Halloween.
Obcy nie wyglądał szczególnie bestialsko. Prawdę mówiąc, w ogóle nie przypominał okrutnej maszkary żądnej krwi i flaków. Moją uwagę zwróciła niezdrowo szarawa skóra i zabójczo piękne oczy. Gdyby nie to, uznałabym go prawdopodobnie za człowieka.
Na razie nie musiałam się specjalnie niepokoić, bo domniemany potwór bawił się w najlepsze z Aurą de Noir. Wyglądali na bardzo zżytych i z pewnością długo się nie widzieli. Poczułam się trochę niezręcznie. Postanowiłam dać im chwilę prywatności, dlatego wrzuciłam wsteczny (czyli szłam tyłem). Wszystko byłoby dobrze, ale jak zwykle musiałam odwalić jakąś głupotę. Potknęłam się o jeden z moich ogonów, wpadłam w stertę liści, poślizgnęłam się, świat obrócił się o 180 stopni i nim się zorientowałam, już wpadłam w krzaki, oblepiona liśćmi. 
Czułe uszy Aury usłyszały hałas i basior odwrócił się w moim kierunku. Iso zrobił to samo. Oboje wybuchnęli śmiechem. Naburmuszyłam się. Co, nigdy nie widzieli wilka oblepionego liśćmi, który utknął w jakimś krzaczorze?! A pomóc to nie łaska?!
Pierwszy otrząsnął się elf. Złapał mnie za któryś ogon i wydostał z sideł chwaściska. Jego dotyk był zimny jak lód. To nie mógł być człowiek. 
Wymamrotałam podziękowanie i zaczęłam lizać łapę, przyglądając się wilkowi i elfowi, ramię w ramię.
- Iso.. ale... jak?...
- Och, Rua... Nawet nie wiesz, jak za tobą tęsknię...
- Jak...???
Iso westchnął i spojrzał w oczy swego przyjaciela.

(Rua? •~•)

niedziela, 9 października 2016

Od Anadil

(c.d. Aury de Noir)

Dochodziło południe. Ptaki śpiewały gdzieś w koronach drzew, a tu i ówdzie można było dostrzec przebiegającą wiewiórkę. Kaskada wielobarwnych liści spływała z drzew na ziemię.
Po takim właśnie dywanie z listowia dreptałam z nowym znajomym u boku. Aura de Noir był taki cichy i spokojny... Miałam tyle pytań, byłam tak ciekawa tego tajemniczego wilka... Zdawałam sobie jednak sprawę, że to tylko pogorszy sytuację. Skupiłam się na znalezieniu właściwej drogi do...
Właśnie, dokąd? Gdzie by tu pójść...
- Wiem! - wykrzyknęłam. - Chodź za mną!
Wyrwałam przed siebie, wznosząc tuman liści. Aura de Noir z lekkim westchnieniem ruszył za mną. Trudno, jak dotrzemy na miejsce, na pewno humor mu się poprawi.
Skoczyłam nad krzaczkiem, przeczołgałam się pod zwalonym pniem i skręciłam w prawo.
- Uff, to tutaj.- wysapałam. Basior przeszedł obok czerwieniącej się dumnie jarzębiny i zamarł. Nic dziwnego, widok zapierał dech w piersiach.
- Oto Stawiki. Moje ulubione miejsce.- zwróciłam się do Aury de Noir. Widząc jego uśmiech byłam z siebie dumna. Wreszcie nic nie spaprałam. Westchnęłam głęboko. Ach, tu jest wspaniałe!
Basior położył się nad brzegiem stawiku i oparł łeb na łapach. Był smutny, to widać. Nie wiedziałam co zrobić, co powiedzieć...
- Co... co się stało...?- zapytałam.

<Rua? Co się stało? :( >

sobota, 8 października 2016

Od Anadil

(c.d. Ruy)

Potruchtałam w stronę czarnego jak atrament obiektu na piasku, który, jak się okazało, był niedużym wilkiem z majestatycznym, jelenim porożem. Podeszłam bliżej z uszami postawionymi na sztorc. Będąc w odległości około pięciu metrów od nieznajomego zorientowałam się, że nie śpi i jego uderzająco pomarańczowe oczy rejestrowały każdy mój ruch. Lekko mnie to onieśmieliło, więc usiadłam na wilgotnym, porannym piasku i popatrzyłam na obcego z ukosa. Ten jednak nie wykonał żadnego ruchu, po prostu wpatrywał się we mnie, a wyraz jego oczu tak trudno było mi odczytać...
W końcu ciekawość zwyciężyła. Powoli wstałam i zbliżyła się do wilka. 
- Cześć... - wyszeptałam nieśmiało.
Basior nie odpowiedział. Zrobiłam jeszcze kilka kroków i stanęłam oko w oko z nieznajomym.
- K-k-kim jesteś?... - tym razem moje słowa zabrzmiały z większą mocą.
Obcy dźwignął się na łapy i przeszył mnie spojrzeniem. Po chwili mogłam dostrzec delikatny uśmiech, który powolutku zagościł na jego pysku.
- Nazywam się Aura de Noir.
- Ja jestem Anadil, miło mi cię poznać.- wyszczerzyłam kły trochę szerzej niż wypadało i zamachałam ogonami. - Co tu robisz?
- Nic... nic ważnego.- odrzekł wymijająco.
Zasępiłam się. Powiedziałam coś nie tak?
Nagle wyczułam intensywną woń. Woń... zająca. Rzeczywiście, szarak wyskoczył z krzaków raptem parę metrów od nas.
- Głodny? - spytałam i, nie czekając na odpowiedź, skoczyłam na zajączkiem. Z łatwością przegryzłam jego tętnicę i dumnie zaniosłam zdobycz do nowego znajomego.
- Chcesz trochę?

(Rua? ^^)

poniedziałek, 26 września 2016

Od Anadil

(c.d. Maxwella)

Pobiegłam w stronę basiora. 
- Mogę iść z tobą?
Pysk Maxwella wyrażał autentyczne zdziwienie.
- Po co?
- Nooo...- teraz zdałam sobie sprawę, że nie bardzo przemyślałam, co teraz powiem. 
- Nie zostawiaj mnie samej. Jestem tu nowa i wiesz...
Maxwell spojrzał na mnie z politowaniem, jednak w jego spojrzeniu było też coś, czego nie umiałam wyczytać...
Zrobiłam "słodkie oczka" w stronę basiora. Wilk parsknął śmiechem. Zaraz jednak spoważniał.
- Nauczyłem cię polować. Dasz sobie radę. Zaufaj mi.
- W porządku, ale teraz to ja ci pomogę.- rzekłam stanowczo.
- Niby jak? - wymamrotał.
Nie odpowiedziałam. Zamiast tego podsunęłam mu świeżo upolowanego jelenia. 
- Serio? Nie... nie najesz się do syta.- mruknął Maxwell.
- No to co!- roześmiałam się. - Gdybym się najadła, nie miałbym potrzeby upolowania jakiegoś zwierzęcia, a bez polowania nie utrwaliłabym moich nowych umiejętności.- tłumaczyłam.
Max nie ukrył uśmiechu. Wręcz przeciwnie, śmiał się do mnie, a ja to odwzajemniłam. Nagle znów poczułam burczenie w brzuchu. Spojrzałam znacząco na basiora. On chyba poczuł to samo, bo popatrzył na mnie. Równocześnie zaczęliśmy się posilać.

(Maxwell?)

czwartek, 22 września 2016

Od Anadil

(c.d Maxwella)

Pociągnęłam nosem. I tak nie mam szans w łowiectwie. Przez te ogony, które o wszystko zawadzają, jestem skazana na głodówkę. 
A może nie...?
Powoli wstałam i spojrzałam na wilka.
- Pomożesz mi...?
Wilk wydawał się być skonfundowany. Otrząsnął się jednak.
- Skoro muszę...
Podskoczyłam z radości, przy okazji potykając się o ogon. Upadłam jak długa na stertę liści. Basior pomógł mi wstać. 
- Musisz coś zrobić z tymi ogonami, nie wiem, może związać czy coś...
Cofnęłam się parę kroków. A co, jeśli będzie trzeba je obciąć?!
Wilk parsknął z zażenowaniem. 
- O rany, nie odgryzę ci tych twoich kitek. Daję ci tylko rady. Po prostu byłoby ci łatwiej.
- Może jednak obejdzie się bez związywania. Dobra, no to od czego zaczynamy?
Basior przewrócił oczami i westchnął.
- Teraz...?
- A nie? No weź, jestem bardzo głodna! 
Przestąpiłam nerwowo z łapy na łapę. Proszę, zgódź się... Nie dam rady sama się nauczyć polować...
- Jak masz na imię? 
Przechyliłam głowę na bok. 
- Anadil. A ty?
Wilk znowu westchnął i popatrzył na swoje łapy.
- Maxwell.- wymamrotał.
Podeszłam do niego.
- To jak, pomożesz mi?- spojrzałam błagalnie w oczy basiora.

(Maxwell? ^^)

sobota, 17 września 2016

Od Anadil

(c.d. Maxwella)

Pobiegłam do obcego wilka wolnym truchtem, bo tylko na taką prędkość pozwalało mi moje wymęczone ciało. Stanęłam przed wilkiem warcząc gniewnie. Takie odzywki do mnie?! Co to, to nie!
- Masz z tym jakiś problem?! - fuknęłam, a wszystkie siedem moich ogonów nastroszyło się.
Obcy uśmiechnął się szyderczo.
- Tak, owszem. Aż żal patrzeć na te nieudolne starania.
Czułam wzbierającą we mnie wściekłość. Chciałam skoczyć na wilka, rozorać jego ciało elektrycznymi pazurami, rozszarpać w dzikiej furii. Zamiast tego łapy się pode mną ugięły. Zaburczało mi w brzuchu. No tak, brak śniadania robi swoje. Podobnie jak brak koacji czy obiadu. Właściwie ostatnio jadłam jakieś dwa dni temu. Zadrżałam na myśl o tym i z głębokim westchnieniem usiadłam, kładąc łeb na łapach.
Wilk zauważył moje dziwne zachowanie i parsknął śmiechem.
- Co to ma być?! Wilk czy potulny baranek?! Nic dziwnego, że nie umiesz nawet upolować tego zwierzaka - wskazał łbem w stronę mojej niedoszłej zdobyczy. - No nie, to jakieś żarty!
Dźwignęłam się na łapy i obnażyłam kły. Przez moje futro przebiegła elektryczna iskra. Nie potrafiłam wykrzesać nawet małej błyskawicy. Usiadłam. Wilk prychał że śmiechu. Moja złość była nie do opisania. Oczy wypełniły się łzami. Nie, będę silna. Postawę się mu.
- Może zajmij się sobą, dobra?
- Może nie. Sorry, ale to tak żałosne, że aż zabawne.
Tym razem łzy popłynęły same.